Kultura

O odnalezieniu obrazu El Greco na Podlasiu. „Historia jak z Pana Samochodzika”

Badaczki Izabella Galicka i Hanna Sygietyńska w 1964 r. dokonały odkrycia obrazu „Ekstaza św. Franciszka” El Greca na plebanii w Kosowie Lackim

fot. wikimedia commons

Odkrycie obrazu El Greca „Ekstaza św. Franciszka” na małej plebanii na Podlasiu to początek nieprawdopodobnej historii rodem z książek o Panu Samochodziku – powiedziała w wywiadzie dla środowego wydania „Gazety Polskiej Codziennie” reżyser filmu „Polski El Greco” Katarzyna Kowalska.

Jak przypomniała, badaczki Izabella Galicka i Hanna Sygietyńska w 1964 r. dokonały odkrycia obrazu „Ekstaza św. Franciszka” El Greca na plebanii w Kosowie Lackim.

„Izę Galicką spotkałam, kiedy w 2016 r. obraz Ekstaza św. Franciszka El Greca trafił do konserwacji. Zajmowałam się wtedy przygotowywaniem felietonów w programie informacyjnym. Ta historia mnie wciągnęła. Iza opowiadała tak zajmująco o wszystkich aspektach związanych z tym obrazem, że postanowiłam przygotować reportaż. Ale to też nie wyczerpało tematu” – wyjaśniła w wywiadzie Kowalska.

Podkreśliła, że później powstała książka, a potem zaczęło się „przygotowanie filmu dokumentalnego”.

„Iza, opowiadając o obrazie El Greca, pokazała mi realia Polski powojennej i trudy pracy inwentaryzatora w czasach komunizmu. Jednocześnie wprowadziła mnie w historię swojego życia i swojej rodziny – rodów Gieysztorów i Mikulskich, kresowej inteligencji” – mówiła Kowalska.

Reżyser filmu „Polski El Greco” wyjaśniła, że Galicka „przekazała jej swoją filozofię, swój patriotyzm ukształtowany w domu, a nie wyuczony z książek”. „To spotkanie wywarło na mnie ogromny wpływ” – dodała.

„Odkrycie obrazu na małej plebanii na Podlasiu to początek nieprawdopodobnej historii rodem z książek o Panu Samochodziku. Jednak za tym odkryciem stoją konkretne osoby – niesamowite kobiety, których determinacja, upór, wiara we własną intuicję sprawiły, że obraz ocalał” – powiedziała Kowalska, dodając, że „Izabella Galicka i Hanna Sygietyńska były szeregowymi pracownicami Instytutu Sztuki PAN”.

Przypomniała w wywiadzie, że obraz El Greca przed konserwacją, która odbyła się w 1974 r., przez siedem lat był ukrywany.

„Po konserwacji wiele osób myślało, że został wywieziony, ukryty w lochach Watykanu. Tak się na szczęście nie stało. Obraz był ukryty przez biskupa siedleckiego Jana Mazura i dzięki jego przezorności dziś możemy go oglądać w Muzeum Diecezjalnym w Siedlcach. To jest bardzo zawiła historia, jak zresztą cała historia Polski” – mówiła Kowalska.

Wyjaśniła, że „dla dokumentalisty odkrycie archiwaliów, o których inni nie mieli pojęcia, to jest jak znalezienie obrazu El Greca – w dużo mniejszej skali oczywiście”.

„Właściwie wszystkie materiały zachowane w archiwach Telewizji Polskiej, które dotyczyły tej historii, to były perły. Zapiski Izy Galickiej w dzienniczkach były często kluczowe w poszukiwaniach, dzięki nim wiedziałam, gdzie i czego szukać, ponieważ nie wszystkie nagrania były dobrze opisane” – podkreśliła. Dodała, że ponadto korzystała z zasobów Archiwum Akt Nowych, Wytwórni Filmów Dokumentalnych, archiwum Polskiego Radia.

„Główną osią opowieści była historia obrazu: kolejne etapy z udowadnianiem jego autentyczności oraz jego ocalenie. Drugą osią były zmagania odkrywczyń z przekonaniem świata do swojej tezy. Zakończyłam opowieść o obrazie w momencie, kiedy mamy publiczną ekspozycję dzieła El Greca w Muzeum Diecezjalnym w Siedlcach” – powiedziała reżyser.

„Uniwersalna opowieść, którą po obejrzeniu Polskiego El Greca odczytała prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego oraz inicjatorka powstania tego filmu, to: odkrycie, zaprzeczenie i uznanie” – wyjaśniła Kowalska.

Zaznaczyła, że Galicka uczestniczyła w pracach nad scenariuszem filmu, konsultowała detale w scenach fabularnych. „Uczestniczyła również w nagraniach. Pojechała razem z ekipą filmową do Kosowa Lackiego, razem z proboszczem przeglądała dokumenty archiwalne, niektórych nigdy wcześniej nie widziała na oczy” – powiedziała.

Zaznaczyła, że „zaangażowanie Izy było niezwykłe i mam nadzieję, że to czuć w filmie”. „Bardzo zależało mi na tym, żeby duch Izy Galickiej był w nim obecny. Hania Sygietyńska zmarła w 2017 r. Gdyby te zdjęcia powstawały wcześniej, to jestem przekonana, że jeśli zdrowie by jej pozwoliło, też chciałaby w nich uczestniczyć” – wyjaśniła Kowalska w wywiadzie.(PAP)

gj/ krap/

Popularne

Do góry