Kultura

Wietnam 2.0 | Pięciu Braci [recenzja]

Tak, Pięciu Braci jest filmem o weteranach. Nie traktuje on jednak o białych żołnierzach wysłanych przez Lyndona B. Johnsona.

fot. zrzut ekranu / pięciu braci

Kiedy na początku tego roku usłyszałem o nowej produkcji Spike’a Lee, wiedziałem, że będzie ostro. Po Oscarze dla BlacKKKlansman (2018) afroamerykański reżyser znowu wrócił na tapetę czarnego kina. A jego najnowszy obraz znów może namieszać w tegorocznych nagrodach filmowych.

Wojna w Wietnamie jest prawdopodobnie jedną z najbardziej sztampowych lokalizacji dla filmów wojennych. Miejsca ustępują jej chyba obie wojny światowe. Spike Lee nie koncentruje się jednak na przedstawieniu tragedii tej bezsensownej konfrontacji zbrojnej. Czterech Braci i jeden syn nie ląduje w Wietnamie, by zabijać czerwonych żółtków. Ich cele są dwa: rozprawić się z trudną przeszłością i odzyskać skarb, jaki pozostawili na wietnamskich polach w latach 60. i 70.

pionki w grze

Tak, Pięciu Braci jest filmem o weteranach. Nie traktuje on jednak o białych żołnierzach wysłanych przez Lyndona B. Johnsona. Przedstawia losy czarnoskórych weteranów oraz ich odbiór wydarzeń. Wszystko obraca się wokół problematyki zarówno rasowej, jak i klasowej. W retrospekcjach, gdy każdy z Braci był młody pojawia się wiele wątków, które poruszają najważniejsze wydarzenia dla czarnej społeczności tamtych lat.

Film rozpoczyna seria zdjęć i przemówień Angeli Davis, Martina Luthera Kinga oraz innych afroamerykańskich działaczy. Punktem zwrotnym zdaje się być zabójstwo MLK. Prawdopodobnie wtedy, Bracia zdają sobie sprawę z tego, że są tylko pionkami w grze amerykańskiego imperializmu.

specyficzna konwencja

Zdradzenie większej części fabuły może poskutkować spoilerem, więc przejdźmy do kwestii technicznych. A tutaj jest znowu ciekawie. Lee, jak to ma w zwyczaju, pozwolił swoim bohaterom złamać czwartą ścianę i zwracać się bezpośrednio do widza. Choć nie występuje to na taką skalę jak w jego wcześniejszych obrazach, przykładowo Rób co trzeba (1989), aczkolwiek zabieg pojawia się tam, gdzie powinien. Aktorzy przez większą część filmu radzą sobie doskonale. Są pewne momenty, gdy dialogi zdają się być sztywne, a gra ciałem bohaterów wygląda nienaturalnie. Nie jest i nie powinno być to jednak przeszkodą w dobrym odbiorze filmu.

Montażowo film stoi naprawdę nieźle. Początek i koniec “Pięciu Braci” zajmują historyczne zdjęcia i przemówienia. Łatwo się zatem domyślić, że mamy do czynienia nie tylko z filmem fabularnym, ale także, swego rodzaju, manifestem. Reżyser upakował do scenariusza wiele odniesień, mających na celu sportretowanie psychiki bohaterów. Nie zabrakło czerwonej czapki Trumpa z napisem Make America Great Again oraz żołnierskiego PTSD. W zasadzie, to cały film jest zespołem stresu pourazowego.

netflix zamiast Cannes

Z początku, metraż może budzić pewne obawy, bo całość trwa blisko 155 minut. Mimo to, ogląda się go bardzo dobrze i czas płynie naprawdę szybko. Jeśli zastanawiacie się, czy trafi do was ten film, to powtórzcie wcześniejsze filmy Spike’a Lee. Na Netflixie dostępne są BlacKKKlansman. Czarne Bractwo (2018), Ona się doigra (1986), a także dokument Rodney King (2017). Amazon Prime Video zaś, oferuje Plan doskonały (2006).

Pięciu Braci również można zobaczyć na Netflixie, gdyż z powodu pandemii, ekipa filmowa zdecydowała się na wypuszczenie go prosto do streamingu. Choć początkowo miał mieć swoją premierę na festiwalu w Cannes, to ostatecznie nie znalazł się w oficjalnej selekcji.

Moja ocena: 8/10.

Popularne

Do góry