Opinie

Wojna z terroryzmem, czyli ogień zwalczaj ogniem

wPunkt
Wojna z terroryzmem, czyli ogień zwalczaj ogniem

„Kto bogatemu zabroni?”. Ano nikt, jeśli bogaty decyduje o tym, co zabronione. Zastanawiając się, jak funkcjonować jako społeczeństwo w sposób rzeczywiście sprawiedliwy, musimy szukać rozwiązań poza statusem quo.

fot. picryl

Dwudziestego ósmego kwietnia mija siedemnasta rocznica dnia, w którym globalna publika dowiedziała się o praktykach stosowanych przez Amerykanów w więzieniu Abu Ghraib podczas powojennej okupacji Iraku. Ta tragedia, a raczej brak natychmiastowej reakcji, jakiej można by się spodziewać, może stanowić ważny punkt odniesienia w szerszej dyskusji o umowach międzynarodowych, jak i prawach uważanych za uniwersalne.


Abu Ghraib było niesławnym więzieniem jeszcze za rządów Saddama, jednak spustoszały podczas wojny budynek znalazł nowe kierownictwo w amerykańskim wojsku, które przekształciło go w największy areszt śledczy w Iraku. Pierwsze informacje o nadużyciach zaczęły się pojawiać w czerwcu 2003 roku, bezpośrednio po proteście więźniów przeciwko przetrzymywaniu na czas nieokreślony bez procesu. Zaledwie miesiąc później, Amnesty International wydało informację prasową potępiającą metody tortur na więźniach, takich jak pozbawianie snu, czy wystawianie na skrajne temperatury. W następnych miesiącach, na zlecenie generała porucznika Sancheza, Antonio Taguba przeprowadził śledztwo, które potwierdziło wcześniejsze raporty, a nawet odkryło przypadki przemocy fizycznej (Taguba report). Nie zostało ono jednak upublicznione. 28 kwietnia 2004, wiadomości o torturach stosowanych w Abu Ghraib zostały wyemitowane w amerykańskiej telewizji. Tym razem przedstawiciele państwowi musieli się jednak do tego odnieść — pojawiły się zdjęcia. Tego, co przedstawiały, nie chcę komentować szczegółowo. Osoby wiedzące coś o II wojnie w Zatoce Perskiej na pewno się z nimi spotkały; ci bez wiedzy, mogą je wyszukać na własną rękę. Każde z nich przedstawia pewną formę tortur lub upodlenia, z często towarzyszącym uśmiechem Amerykanów stojących z boku. Przypominają zdjęcia robione przez „Kill Team” w Afganistanie w latach 2009-2010, tylko na dużo większą skalę.


Komentarze administracji Busha występowały w kilku wariacjach: przyznaniem, że ta sytuacja przeczy amerykańskim wartościom i ogłoszeniem, że winni „zostaną pociągnięci do odpowiedzialności” (Bush), bagatelizowaniem sytuacji („Do tej pory oskarżono o nadużycia, które moim zdaniem, technicznie różnią się od tortur” Rumsfelda) lub próbą odwrócenia sytuacji nazywając więźniów terrorystami, mordercami itp. Wśród żołnierzy zaangażowanych w tortury, kary zaczęły się od reprymend. Najwyższy wyrok – 10 lat, otrzymał Charles Graner. Został zwolniony z więzienia po 6 latach. Z personelu wyższego szczeblem, jedynie generał Karpinski, pełniąca funkcję kontrolną nad więzieniem, została zdegradowana.


Nie chcę w tym tekście skupiać się na „banalności zła”, dobrze omawia to artykuł Seana Willcocka, dostępny po polsku na stronie Codziennika Feministycznego. Sytuacje takie jak w Abu Ghraib, Guantanamo, czy Kabulu pokazują główny problem, który jest inherentnie związany z prawami człowieka, międzynarodowymi umowami, czy nawet sprawami na poziomie krajowym jak prawa pracownicze. Jest nim pisanie ich w sposób abstrakcyjny, nieuwzględniający relacji władzy między stroną, która dane prawo otrzymuje, a stroną, która je nadaje, egzekwuje. Skoro nadaje — może je wycofać. Skoro egzekwuje — odpowiada sama przed sobą.


Gdy casus belli broni masowego rażenia z czasem słabło, Amerykanie uzasadniali inwazję na Irak łamaniem praw człowieka przez Saddama. Mimo sprzeciwu społeczności międzynarodowej, wątpliwych podstaw prawnych do ataku i licznych przykładów nadużyć i tortur, USA nie odpowiedziało za swoje działania tak, jak samo potraktowało Irak z takich samych przesłanek. Konwencja Genewska zakazuje umieszczania więźniów w strefach podatnych na ataki artyleryjskie, mimo to 36 z 63 zgonów w Abu Ghraib spowodowane było pociskami moździerzy. To i inne zarzuty dot. łamania Konwencji próbowano tłumaczyć tym, że część więźniów była szpiegami, więc nie byli bronieni w pełni przez Konwencję. „Kto bogatemu zabroni?”. Ano nikt, jeśli bogaty decyduje o tym, co zabronione. Zastanawiając się, jak funkcjonować jako społeczeństwo w sposób rzeczywiście sprawiedliwy, musimy szukać rozwiązań poza statusem quo. „Prawa człowieka”, „prawa pracownicze”, „prawa obywatelskie” – wszystkie są prawami człowieka, pracownika, obywatela, ale abstrakcyjnego. Są one obecnie konieczne, ale przez charakterystykę relacji między otrzymującymi a nadającymi, mogą być również odebrane. By takie sytuacje jak Abu Ghraib się nie powtarzały, należy w ich krytyce adresować nie tylko skutek, jakim jest łamanie danych praw, a przyczynę, źródło tego, że dynamika władzy jest taka, a nie inna — obecny ład społeczny, zbudowany na liberalnym indywidualizmie, w którym jednostka funkcjonuje w oderwaniu od warunków materialnych, którego fundamentem jest podział w kwestii rządzenia (tożsamy zresztą z klasowym), gdzie podejmowanie decyzji ograniczone jest do arbitralnego państwa, nie społeczeństwa jako całości, zaczynając na poziomie lokalnym. Tak długo, jak reakcją na przemoc wynikającą z abstrakcyjności praw, będą kolejne, abstrakcyjne prawa, którym towarzyszyć będzie symboliczne przyznanie się do winy strony nadających, społeczeństwo nie dokona postępu, a ludzkość pozostanie, niestety, zamknięta w tym cyklu

Popularne

To Top