Opinie

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk jest nową nadzieją dla młodej lewicy

Po świetnym kontrexpose Adriana Zandberga wydawało się, że młoda lewica przyćmi dostatecznie starsze koleżanki i kolegów z klubu narzucając swoją konsekwentnie prosocjalną i mocno lewicową narrację.

fot fb/Agnieszka Dziemianowicz-Bąk

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk ma dziś swoje pięć minut. Stawką w jej szefowaniu sztabowi Roberta Biedronia jest nie tylko jej osobista kariera, ale także pozycja całej młodej lewicy w koalicyjnej układance.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk została szefową sztabu kandydata lewicy na urząd Prezydenta RP Roberta Biedronia. To dobra wiadomość z wielu powodów. Agnieszka to zdolna polityczka, ambitna i inteligentna, umiejąca zjednywać sobie ludzi, a do tego świetna w występach medialnych. Z pewnością jej obecność w Sejmie to duża wartość dla lewicy. Teraz jednak dochodzi dodatkowo szansa, żeby tę wartość zwielokrotnić. Szansa, której nie wolno młodej lewicy przegapić.

Niedosyt młodej lewicy

Dzięki osiągnięciu porozumienia pomiędzy Partią Razem, SLD i Wiosną udało się wprowadzić do Sejmu lewicową reprezentację. Trzy partie, trzy pokolenia, wspólna kampania, a po niej jeden klub parlamentarny. Trzeba przyznać, że tzw. młoda lewica wywodząca się ze środowiska partii Razem uzyskała w tym rozdaniu niemało. Adrian Zandberg jest nadal jednym z trzech tenorów nadających ton koalicji, Marcelina Zawisza zręcznie działa w klubie parlamentarnym, a w mediach i na mównicy odważnie poczyna sobie klubowe pokolenie trzydziestolatków. Wygląda to na całkiem udany debiut w parlamencie, lecz coraz wyraźniej wyczuwany jest, i słusznie, niedosyt i brak kolejnego kroku.

Po świetnym kontrexpose Adriana Zandberga wydawało się, że młoda lewica przyćmi dostatecznie starsze koleżanki i kolegów z klubu narzucając swoją konsekwentnie prosocjalną i mocno lewicową narrację nie tylko w mediach i na mównicy sejmowej, ale w praktyce działania całej koalicji. Tymczasem po dobrym starcie ten układ sił wyraźnie traci na atrakcyjności, wypracowane porozumienie powoli się rozłazi, a współdecydowanie i szukanie porozumień w każdej sprawie, które otworzyło lewicy drzwi do Sejmu, zaczyna ciągnąć ją w dół.

Rozmyta odpowiedzialność

Brak jasnego przywództwa na lewicy wbrew pozorom nie animuje dyskusji i debaty wewnętrznej, ale dusi ją i rozmywa. Kiedy wszystkie decyzje podejmowane są w drodze negocjacji w mniejszym i większym gronie to nikt nie jest za nie w pełni odpowiedzialny, ani nikt nie przedstawia dla nich wyraźniej kontry czy alternatywy. Skoro wszystko jest kompromisem, to bardzo trudno jest przeprowadzić sensowną ewaluację strategii czy pojedynczych decyzji, trudno opowiedzieć się za czymś lub przeciw czemuś, lub zbudować alternatywną strategię dla sejmowej lewicy, tak aby z dialogu i konfrontacji pomiędzy klubową “większością”, a klubową “opozycją” wyodrębniła się jakakolwiek wartość dodana.

Tutaj wracamy do wyborów prezydenckich i kampanii Roberta Biedronia. Nie trzeba być znawcą polityki i z zapartym tchem analizować każdego sondażu żeby zorientować się, że coś poszło mocno nie tak. Jednak zgodnie z logiką lewicowej koalicji żadnego rozliczenia nie będzie, a przynajmniej nie będzie ono okazją do dyskusji nad przyszłością i wizją. Kandydat był wspólny, sztab wspólny, program wspólny – kogo tutaj rozliczać i z czego? Czy zawiniła strategia? Czy zawinił czynnik ludzki? Na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi, a przynajmniej nie w takiej formie, w której mogłyby stanowić przyczynek do autokorekty. Rzecz rozwiąże się więc w sposób tradycyjny – albo ktoś wreszcie zagarnie przywództwo, albo urwie się grupa rozłamowa prowadząc do rozpadu koalicji. Pytanie nie brzmi czy, ale kiedy.

Gra o tron?

W takich okolicznościach ogłaszane jest nowe otwarcie w kampanii Roberta Biedronia, którego szefową sztabu zostaje Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Polityczka bez wątpienia zaliczająca się do młodego pokolenia lewicy, która polityczne ostrogi zdobywała w Zarządzie Krajowym Partii Razem, ma dziś swoje pięć minut żeby pokazać lewicy i całej Polsce szeroki wachlarz swoich atutów.

Stawka, o którą toczy się gra jest jednak dużo wyższa. Jeśli Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wyraźnie zaznaczy swoją obecność i pokieruje kandydatem oraz pracami sztabu tak, że Robert Biedroń osiągnie solidny wynik w okolicach poparcia deklarowanego dla całej lewicy, to będzie jasny, kolejny znak, że polityczki i politycy młodej lewicy to nie tylko zdolne urwisy, ale osoby potrafiące wziąć na siebie “grę” i osiągać sukcesy nie tylko w retorycznych potyczkach, ale także organizacyjne i wyborcze.

To z kolei będzie kluczowym atutem, gdy zacznie się w klubie gra o tron. Młoda lewica musi być zwarta i gotowa na ten moment, pokazując, że nie tylko jest niezbędna do utrzymania stabilności sejmowej układanki, ale także potrafi przewodzić i zwyciężać. Ostatecznie bowiem o klasie dowódczyń i dowódców świadczy to ile potrafią uzyskać pola, a nie to czy rysują ładne mapy i brylują erystycznymi popisami w oficerskim kasynie.

Stawka kampanii jest tuż za Biedroniem

Sukces nowego otwarcia pod wodzą Agnieszki Dziemianowicz-Bąk może być więc jedną z silniejszych kart jaką młoda lewica będzie mogła zagrać w rozgrywce o przywództwo na lewicy. Dlatego też tak ważne jest dziś współdziałanie w tym zakresie w jak najszerszej formule, także poza parlamentem. Tylko przywództwo na lewicy otworzy drzwi do dominacji prospołecznej i postępowej narracji, w pełni lewicowego programu oraz kadry, która zapewni realizację tej polityki, a nic tak nie wzmacnia pozycji do przywództwa jak sukcesy na szlaku bojowym.

Jeśli więc młode pokolenie lewicy patrzy dziś z nieufnością na Roberta Biedronia, to polecam spojrzeć na Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, Adriana Zandberga oraz Marcelinę Zawiszę i dostrzec rzeczywistą stawkę tej kampanii.

Popularne

Do góry