Opinie

Czy sprzeciw wobec klasizmu ma sens?

Klasizm to niedawno powstały termin oznaczający dyskryminację ze względu na klasę społeczną. Najczęściej za przejaw klasizmu uważa się pogardę dla ludzi niżej usytuowanych w kapitalistycznym społeczeństwie. Lwia część lewicy zarzuca klasizm liberałom. Za klasizm uważa się ostatnimi czasy pogardę dla wyborców PIS czy beneficjentów 500+. Jako marksista mam z terminem „klasizm” pewien problem.

W marksizmie uważa się walkę klas za najważniejsze zjawisko socjologiczne w społeczeństwie kapitalistycznym oraz za główny antagonizm w historii. Konflikt ten był motorem historii od czasów niewolnictwa, przez feudalizm, po dzień dzisiejszy. Konfliktom tym towarzyszyły pewne narracje, wytwory kultury, tudzież określony odbiór kultury przez daną klasę przez pryzmat swojego klasowego interesu, co polski marksista, Kazimierz Kelles-Krauz nazywał „daltonizmem klasowym”. Zarzut klasizmu w walce klasowej to nowość, przynajmniej jeśli chodzi o taką terminologię. Co najwyżej różnej maści solidaryści narodowi od czasów walk feudalnych apelowali o „wolność, równość, braterstwo” w okresie rewolucji francuskiej czy zgodę narodową oraz uwłaszczenie chłopów podczas pisania Konstytucji 3 maja i insurekcji kościuszkowskiej.

W dobie neoliberalnej tresury i dominacji nowej arystokracji pieniądza panuje pogarda dla warstw wykluczonych, bezrobotnych czy bezdomnych ze strony głównie burżuazji, drobnomieszczaństwa czy tzw. „nowej klasy średniej”, czyli warstw kierowniczych. Również pogardza się robotnikami. „Robol” jest traktowany jako ktoś gorszy niż zaradny posiadacz kapitału przez „nowobogackie” tudzież „kredytowe” drobnomieszczaństwo. To fakt na który słusznie zwraca uwagę lewica. Od tej chorej moralności nie jest wolny nawet proletariat, którego przedstawiciele niekiedy dali się kulturalnie zdominować przez drobnomieszczaństwo – marzą o założeniu własnej firmy, nienawidzą ZUSu. Słabszy gardzi słabszym i uczy się od swoich wyzyskiwaczy. Taki rodzaj pogardy nazywa się klasizmem.

Po ostatnich wyborach posypała się ostra krytyka w stronę wyborców PIS, często miała rzeczywiście charakter klasistowski. To świadczy o nędzy politycznej obozu liberalno-demokratycznego. Temat podchwyciła „lewica ludowa” w tym taka sprzyjająca PISowi, której przedstawicielami są m. in. środowisko Nowego Obywatela. Niestety przyczynia się to do kreowania PISu jako partii społecznych wrażliwców przeciw jawnym klasistom z Platformy Obywatelskiej. PIS naprawdę nie zasłużył na taką reklamę. 500+ pomaga wielu rodzinom, ale napędza również kapitalistyczną koniunkturę. Państwo nie traci na nim, skoro pieniądze wracają do budżetu w podatkach pośrednich. PIS nie rozwiązuje gruntownie problemów społecznych, do problemów które lewica społeczna od dawna porusza ma bardzo powierzchowny stosunek. Przypomnijmy wypowiedź Beaty Szydło, która na antenie TV Trwam apelowała do bezdomnych by nie wychodzili z domów. Lewicy społecznej brak znajomości marketingu politycznego i socjotechniki.

„Lewica ludowa” zakłada istnienie tzw. „klas ludowych”. Czym właściwie jest ten socjologiczny twór i czy pomaga w rozumieniu rzeczywistości? Czy to tzw. „trzeci stan”, który dokonał rewolucji francuskiej? W tym sensie „lud” to zarówno robotnicy i różnej maści posiadacze własności prywatnej. Rozumiem, że „lewica ludowa” nie uznaje burżuazji za klasę ludową? A czy „klasą ludową” jest drobnomieszczaństwo stojące na czele ruchu Żółtych Kamizelek? Jeśli tak, to „lewicy ludowej” bliżej do solidaryzmu niż socjalizmu, bliżej do Rousseau niż Marksa.

Jan Jakub Rousseau w „Rozprawie o naukach i sztukach” daje wyraz ślepej ludomanii. Opiewa pracowitość oraz proste życie chłopów i rzemieślników. Twierdzi, że rozwój nauki i sztuka wysoka szkodzi cnotliwości „ludu”. Zajmuje pozycję niemalże antynaukową, robiąc wyjątek dla najbardziej wulgarnego utylitaryzmu. Rousseau pozbawiony jest jednak szerszych perspektyw późniejszych utylitarystów. Czemu o tym piszę? Spotkałem się z zarzutem „klasizmu” nawet podczas kpin z błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych. Czy wybitny reakcjonista Józef de Maistre miał rację dostrzegając z dorobku Rousseau pole dla wulgaryzacji języka?

Współcześni „ludomaniacy” mają skłonność do usprawiedliwiania wszelkich braków w wykształceniu. Również uważam, że nie należy kpić z kogoś kto nie miał możliwości edukacji. Nie można jednak tworzyć pola dla wtórnego analfabetyzmu! „Ludomaniacy” w pełni akceptują PISowską retorykę pogardzającą „wykształciuchami”. Czy wyższe wykształcenie zasługuje na pogardę? Czy po to w okresie Polski Ludowej zneutralizowano analfabetyzm? Czy po to dano chłopom i robotnikom możliwość awansu? „Lewica ludowa” i PISoentuzjaści przypominają Rousseau z najgorszych elementów jego twórczości.

Każdemu marksiście i lewicy społecznej powinno zależeć na tym by robotnik czy rolnik miał jak największy dostęp do kultury – aby miał możliwość samorozwoju. Nie powinien nazbyt pobłażać niewiedzy. O co chodzi „lewicy ludowej”? O to by cały czas rządzili nami prawicowi populiści a robotnik czy rolnik był bezwolny?

Problem ze współczesną „antyklasistowską chłopomanią” polega na tym, że zakłada u mitycznych „klas ludowych” analfabetyzm. Czy to nie jest czasem klasistowski aprioryzm? Pewnie jest jedno: to szkodzi sprawie robotniczej. Tylko świadomy robotnik może przeciwstawić się wyzyskowi kapitalistycznemu. Prawicowi populiści bynajmniej się nie sprzeciwiają kapitalistycznemu wyzyskowi. PIS zakonserwował neoliberalizm, nie zlikwidował śmieciowego zatrudnienia przeciwko któremu występowała „Solidarność” pod wodzą Piotra Dudy w okresie rządów PO. W okresie pandemii koronawirusa nawet uelastycznił rynek pracy, a rodzina Szumowskiego zbija prywatny interes na maseczkach jak państwie oligarchicznym.

Robotnik, chłop czy bezrobotny naprawdę nie musi głosować na PIS, naprawdę może być dużo inteligentniejszy i oczytany niż to się wydaje „przyjaciołom ludu”. Nie musi chodzić do kościoła, słuchać disco polo, jeść mięsa albo być homofobem. „Ludomaniacy” mają skłonność do podtrzymywania stereotypów.

Z drugiej strony, za przejaw klasizmu można przecież uznać kpiny z przedsiębiorców i nazywanie ich „prywaciarzami”. W walce klasowej trudno zachować etykietę, jednak skoro walczymy z klasizmem, chyba należałoby być konsekwentnym. Zwalczanie klasizmu można uznać za swego rodzaju przedłużenie poprawności politycznej. Czy tak pojęta poprawność polityczna nie tuszuje walki klasowej? A może jest jej przedłużeniem? Czy burżuazja ma być sentymentalna lub PRowa czy szczera i bezpośrednia? Czy chcemy ostrej walki klasowej jaką chciał francuski teoretyk syndykalizmu, Jerzy Sorel czy socjaldemokratycznych przeobrażeń i uobywatelnienia robotników według wytycznych Eduarda Bernsteina?

Zgadzam się z tym, że nie wolno nikogo dyskryminować ze względu jego pochodzenie niezależnie od tego czy jest z rodziny robotniczej, chłopskiej, drobnomieszczańskiej czy burżuazyjnej. Do zarzutów o klasizm pozwolę się jednak odnosić sceptycznie.

Popularne

Do góry