Opinie

Czy warto być sojusznikiem USA?

Machina wojskowa którą jest USA nie jest wcale na tyle godna zaufania na ile chcieliby tego czołowi polscy politycy.

W świetle ostatnich wydarzeń związanych z agresją Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej na suwerenne państwa Iraku oraz Iranu na nowo wybrzmiał w polskim dyskursie publicznym temat gotowości do uczestnictwa w cudzych wojnach, oraz bardziej ogólnie o tym jak powinien wyglądać stosunek Polski wobec USA.

Czy głosy mówiące o konieczności zerwania stosunków dyplomatycznych z krajem który otwarcie i regularnie łamie międzynarodowe prawo są zupełnie niedorzeczne? Czy postulat opuszczenia NATO, które funkcjonuje dzisiaj bardziej jako wsparcie dla rozmaitych konfliktów wszczynanych przez USA niż jako sojusz defensywny, jest całkowicie pozbawiony sensu?

W jaki sposób możemy w ogóle zacząć rozmawiać o tych tematach w publicznej przestrzeni, kiedy media i cały polityczny dyskurs przekonują nas o konieczności bezwarunkowego poddaństwa “policjantowi świata”, z jedynie nielicznymi głosami (grzecznie umiarkowanego) sprzeciwu?

Znany analityk ds. przemocy politycznej oraz weteran, działający w internecie pod pseudonimem Beau of the Fifth Columnprzytoczył ostatnio ciekawy przykład który dobrze ilustruje problematyczną naturę sojuszniczych stosunków kiedy przychodzi do państw takich jak USA.

“Departament Obrony może sprawiać wrażenie, że przegrywa pojedyncze potyczki. Ale jednak cała gra jest rozplanowana o wiele szerzej.” – mówi Beau. “Jaki jest nadrzędny cel? Działanie na rzecz własnego interesu. I to jest coś w czym są oni naprawdę dobrzy.”

Zaznacza, że USA wstąpiło na międzynarodową arenę jako hegemon dopiero w wyniku dwóch wyniszczających wojen, które osłabiły znacząco większość krajów pełniących do tej pory dominujące role. Następnie przytacza historyczne fakty dotyczące tego jak wyglądała strategia USA podczas dwudziestolecia międzywojennego.

“Planowaliśmy iść na wojnę. Ze wszystkimi. Dosłownie. Dla tych z was mieszkających w Wielkiej Brytanii – nasz plan wojennej agresji wobec was nazywał się Planem Czerwonym. Poważnie.”

“Nasz plan był prosty. Jako, że stosunkowo ciężko byłoby dobrać się do Wyspiarzy bezpośrednio ze względu na odległość, początek agresji polegał na inwazji Kanady. Nie żartuję. Rząd miał oficjalny plan inwazji naszego północnego sąsiada.”

“Zbudowano całe nowe lotniska wojskowe, które maskowano jako cywilne tak żeby nikt się nie poznał na podstępie.”

“Specjalną uwagę przy planowaniu inwazji poświęcono portowi Halifax w Nowej Szkocji. Na tyle specjalną, że założono masowe użycie broni chemicznej. Tak dla jasności – to nie był jakiś poboczny plan napisany przez kilku gości w pokoju z mapami. O nie. Ten plan został w dużej części wdrożony w życie. Zbudowano całe nowe lotniska wojskowe, które maskowano jako cywilne tak żeby nikt się nie poznał na podstępie.”

To wszystko brzmi co najmniej niepokojąco. Czy tego rodzaju plany agresywnej wojny totalnej odbiegają znacząco od planów tworzonych wówczas przez naszych zachodnich sąsiadów?

Zaraz później Beau upewnia się, że zrozumieliśmy kluczowy przekaz jego słów, mianowicie mówiąc, że:

“Te wszystkie plany inwazji były skierowane przeciwko sojusznikom Stanów Zjednoczonych.”

Takie spojrzenie na dyplomację USA zgadza się w pełni z tym co obserwujemy w ostatnich latach, czyli ujawnianymi skandalami w których okazuje się, że Stany Zjednoczone aktywnie szpiegują głowy sojuszniczych państw i monitorują bezwstydnie poczynania całych populacji swoich sojuszników w ramach masowych programów kolekcji danych.

Mówienie, że światowa potęga pokroju USA “broniłaby interesów Polaków” w wyniku ewentualnych konfliktów w naszym regionie brzmi w świetle tego rodzaju danych mniej prawdopodobnie niż to, że amerykanie uwzględniają w swoich wojskowych symulacjach inwazję naszego kraju.

Kliknij by skomentować

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply

Popularne

Do góry