Opinie

******* ************ [czyli: wszyscy przegraliśmy]

Powiedzmy to jasno: „***** ***” to mowa nienawiści. Ta sama, której tak bardzo nienawidzisz. Co z tego, że schowana za pozornie niewinnymi znakami?

Fot. Teo Łagowska

Druga tura wyborów prezydenckich, emocje w zenicie. Wiele, być może większość z nas, spełniło dzisiaj swój „obywatelski obowiązek”. Trudno wytrzymać napięcie, ktoś na Facebooku pisze, że czuje się jak w dniu matury. I rzeczywiście, w pewnym sensie jest to dla nas egzamin obywatelskiej dojrzałości – który niezależnie od wyniku wyborów (nie znam go, piszę tekst w niedzielne popołudnie) – w większości – oblaliśmy.

Od kilku dni moje media społecznościowe przypominają letnie noce – roi się od gwiazdek. Niestety jestem już w grupie wiekowej, która w takiej sytuacji otwiera przeglądarkę i wpisuje: „o co chodzi z…”. Pierwsza podpowiedź: „z gwiazdkami”. Druga: „z gwiazdkami wybory”. No właśnie, o co chodzi?

Romeo i Julia – powtórka z polskiego

O czym był dramat Romeo i Julia? Proste, o miłości! Ale czy przypominasz sobie taką postać dramatu jak Rozalina? (Pytanie nie dotyczy szekspirologów, oni pamiętają wszystko). Albo scenę na początku dramatu, kiedy Romeo mówił:

„Zatrzeć jej wdzięki! Nigdy wszechwidzące
Równej piękności nie widziało słońce”1.

Mówił tak właśnie o niej. Wolimy Romea i Julię pamiętać jako wspaniały dramat o niemożliwej, wiecznej miłości, ale tak naprawdę to historia o parze nastolatków – przy czym Szekspir jasno zaznacza, że Romeo nie jest młodzieńcem szczególnie stałym w uczuciach, bo już kilka scen później oszaleje na punkcie kolejnej dziewczyny (Julii). Romeo i Julia to nie historia o miłości, która nie boi się nawet śmierci, ale przede wszystkim opowieść o dwóch rodzinach, które nienawidzą się do tego stopnia, że gotowe są pozabijać własne dzieci. Rykoszetem, ale zawsze. I być może nikt już do końca nie pamięta dlaczego. Każdy z „tamtej” strony jest wrogiem „naszych”. Każdy „ich” gest skierowany w „naszą” stronę zostanie odebrany jako prowokacja i potwarz. Motyw zwaśnionej rodziny nie pojawia się oczywiście w tym jednym dramacie. Tutaj jednak widzimy, że konflikt zaszedł tak daleko, że nawet miłość nie może tu nic zdziałać. Jest za późno na wyjaśnienia, na nic wybaczanie. Wzajemne zaufanie jest tak głęboko nadwątlone, że nie ma innego wyjścia – w końcu giną ludzie.

Święto demokracji

Rano wkładam eleganckie ubranie i idę oddać głos. Dla mnie to święto, nie mogłam się doczekać. Trochę mnie tylko martwią wpisy na Facebooku: na zmianę: ***** *** i – w różnych, najczęściej średnio sprytnych, wariantach – „głosowałam na Trzaskowskiego”. Te warianty to na przykład: „Trzask prask i zagłosowałam”, „Trza było pójść i oddać głos”, „Lepiej niech trzaska niż dudni”. Boki zrywać! Jest mi wstyd za moją „bańkę”.

Partia Razem zamieszcza na swoim Facebooku posta:

Wołyń. Jedwabne. Srebrenica. Te bestialskie mordy nie spadły z nieba. Poprzedzały je lata nienawiści. Poprzedzały je lata dzielenia społeczeństwa na „nas” i tych „gorszych”.
Naszym obowiązkiem jest pamiętać o niewinnych ofiarach mordów.
Naszym obowiązkiem jest stać przeciw nienawiści i dyskryminacji. To one popychają ludzi do nieludzkich działań.
Musimy już teraz walczyć o to, żeby nikt nie zasiewał podziału w społeczeństwie. Walczyć z tym, aby nikt nie demonizował i nie odbierał nikomu człowieczeństwa. Zwłaszcza mniejszościom.

Podpisuję się pod tym obiema rękami. Myślę przy okazji, że nie bez powodu post pojawił się dzisiaj.

I pewnie dlatego tak bardzo lubię wybory – nawet jeśli wiążą się z nomen omen trudnymi wyborami. To święto demokracji. Zinstytucjonalizowany akt tolerancji odmiennych opinii.

To niech będzie wojna

Tymczasem Facebook pęcznieje od żartów i żarcików. Czuję, że to „święto tolerancji” zaczyna klimatem przypominać gimnazjalny turniej koszykówki. Nie podoba mi się to i zastanawiam się, czy ktoś myśli podobnie. Dzielę się tym odczuciem na Facebooku:

Uwaga, kontrowersyjna opinia!
Cały mój fb pełen jest dziś super-hihi-śmiesznie zakodowanych informacji o tym, na kogo głosowaliście oraz super-haha-zabawnych gwiazdek z ukrytymi obelgami. Wiem, że emocje sięgają zenitu, ale może postarajmy się o wzajemny szacunek do cudzych decyzji i samej instytucji ciszy wyborczej?

Pod postem pączkują komentarze. Wiele z nich zapiekłych w złości, czasem wręcz oszalałych z wściekłości. Wdaję się w kilka dyskusji. Ludzie przytaczają szkody (materialne, fizyczne i w postaci ataków werbalnych), których zaznali od zwolenników PiSu. Pytam: dobrze, ale czy to znaczy, że ci ludzie nie zasłużyli na szacunek? Można w nich rzucać obelgi i to jest ok? Nie – dowiaduję się – oni nie zasługują na szacunek. Odpisuję koleżance, mówię: „Ale jak to? To znaczy, że oko za oko, ząb za ząb? Przecież tak się zaczyna wojna”. „To niech będzie wojna”. Kiedy zwracam jej uwagę, że mam nadzieję, że nie wie, co pisze i dodaję #nigdywiecejwojny, ona usuwa naszą wymianę zdań, wycofuje się. Piszę jej, że mimo że usunęła komentarz, to co napisała nie zniknęło w magiczny sposób. Bo nie zniknęło. Zostało we mnie jako smutek, żal ściskający za serce, że można być aż tak wściekłym, że można nienawidzić, i że ja nienawidzę, już nawet nie rozumiem kogo, chyba bezsilności.

Jebać PiS” – powtórka z etyki

I wtedy znajoma, z którą przed chwilą dyskutowałam w facebookowym wątku, zamieszcza komentarz „***** *** zawsze i wszędzie!”. Odpisuję: jesteś taka dziarska? To po co te gwiazdki? Napisz wprost. Albo lepiej – powiedz w twarz – swojej babci albo sąsiadce, która głosowała na PiS. Jednym słowem, piszę osobie, która zapewne uważa się za postępową, wykształconą i pełną prawa do własnego, wyrobionego zdania, coś, co jeszcze kilka tygodni temu pisałabym raczej pod postem skrajnie konserwatywnego, wściekłego i pewnie niezbyt rozgarniętego wyznawcy obecnej władzy.

Znajoma kontynuuje, twierdzi, że o swoim zdaniu mówi wyborcom PiS wprost. Tak samo jak tym, którzy chodzą do kościoła. Piszę jej więc, że chodzę do cerkwi i proszę w takim razie, żeby powiedziała mi publicznie i wprost, co o tym myśli. Odpisuje – w skrócie – że o cerkwi nic nie wie, to nie kościół katolicki, który pcha się z łapami w jej życie. A popowie nie gwałcą dzieci.

To było w klasie maturalnej, prawda? W programie było tak dużo na temat Holocaustu, że koleżanki w nerwowym napięciu zaczynały opowiadać sobie dowcipy o Żydach. Wiedza nie do wytrzymania: „To ludzie ludziom zgotowali ten los”. I owszem, Niemcy Polakom, Polacy Żydom, Żydzi Polakom, Polacy Rosjanom – ale przede wszystkim: ludzie ludziom. I w czym „***** ***” jest etycznie właściwsze od „jebać PiS”? W czym „jebać PiS” jest lepsze od „jebać lewaków”? Podpowiem: w niczym. Ludzie ludziom, ja Tobie, Ty mi. My sobie nawzajem. Tak, Ty też.

Koleżanka od „to niech będzie wojna” pisze, że przeprasza, jeśli uraziła. Że nie chce żadnej wojny. I ja wiem, że ona nie chce. Nikt nie chce. Ale jakoś do wojen dochodzi. Nie wytrzymujemy. My, Polacy, wyborcy Dudy, Trzaskowskiego, Biedronia. Ludzie.

Ciało C – powtórka z fizyki

Wydaje się, że trzecią zasadę dynamiki zapamiętaliśmy dość dobrze. „Jeśli ciało A działa na ciało B siłą F (akcja), to ciało B działa na ciało A siłą (reakcja) o takiej samej wartości i kierunku, lecz o przeciwnym zwrocie”. Dlatego tak łatwo nam w każdej dyskusji wyciągnąć coś, co można nazwać argumentem genetycznym. Kiedy byliśmy młodsi, najczęściej przyjmował on sformułowanie: „ale to on się zaczął”.

I tak na przykład pod wspomnianym postem Partii Razem dotyczącym ludobójstwa, ktoś komentuje, że to PO zaczęło mowę nienawiści w 2007 roku. Wszyscy zresztą wiemy, że to „Vina Tusca”. Chyba, że o tym nie wiemy – wtedy wiemy, że to wina Kaczyńskiego. Komunistów. Piłsudskiego – nieważne czyja. Ważne, że to ktoś inny ponosi odpowiedzialność za naszą reakcję. Ciało A uderzyło w nasze ciało B i przecież nie mieliśmy wyboru. Ktoś mnie kopnął – kopnęłam. Ktoś mnie wyzwał – wyzwałam. Ktoś zaatakował – atakuję. Ten argument ciągle pojawiał się w dyskusji pod moim postem. Oni łamią prawo, więc i ja będę. Oni mnie obrazili – teraz ja obrażam. Robię to, bo zmusza mnie do tego fizyczna wręcz konieczność.

I tak toczą się kule bilardowe – w ciągłym przekonaniu, że kieruje nimi obcy impet. I rzeczywiście nie od Ciebie zależy „siła F” – skrzyżowanie, na które zaprowadziła Cię historia czy działanie politycznego oponenta. Ale kierunek „reakcji” zależy tylko od Ciebie. Kłopot w tym, że gdy zwróci się na to uwagę – nieważne, po której stronie sporu, kiedy się powie: „może go nie kop?”, słyszy się: „ale to on mnie kopał pierwszy!”. To przecież nieistotne, bo teraz to Ty kopiesz.

Powiedzmy to jasno: „***** ***” to mowa nienawiści. Ta sama, której tak bardzo nienawidzisz. Co z tego, że schowana za pozornie niewinnymi znakami? Czy włożenie białej rękawiczki czyni ten sam gest mniej pełnym nienawiści?

W pewnym sensie te wybory przegraliśmy wszyscy.

Ponurą zgodę ranek ten skojarzył
Słońce się z żalu w chmur zasłonę tuli;
Smutniejszej bowiem los jeszcze nie zdarzył,
Jak ta historia Romea i Julii.

1 Wykorzystano fragmenty Romea i Julii w przekładzie Józefa Paszkowskiego.

Popularne

Do góry