Opinie

Geografia politycznością smagana

wPunkt
Geografia politycznością smagana

Militarno-bezduszne czyny podejmowane przez rządzących mają rzekomo ustrzec europejską wspólnotową granicę przed zalewem szukających bezpiecznego miejsca na ziemi.

Fot. Krystian Maj, Kancelaria Premiera / Flickr | ED. Red.

Ziemski glob parcelują państwa, których na ten czas jest bez mała dwieście. Proces żywy. Korekty granicznych słupów trwają w najlepsze.

W tym procesie Polska permanentnie uczestniczy i to w przedziale od maksymalnego w swej historii zasięgu terytorialnego w latach 1571 – 1697, tj. w czasach panowania władców elekcyjnych, kiedy to włości Najjaśniejszej osiągnęły w 1634 roku apogeum – około 990 tys. km2, poprzez długoletnią całkowitą utratę swojskiej przestrzeni, po kolejne polityczno – geodezyjne wahadła, aby dzisiaj dysponować 313 tys. km2,, a z morskim terytorium, to około 322 tys. km2, czyli blisko 38% z czasów jej obszarowej świetności.

Tym ostatnim metrażem obdarowała nas Wielka Trójka po wojennym polityczno-fizycznym gruzowisku. Warto, aby rządzący mieli ten ważki gest przed oczyma, okazując więcej skromności i nie frymarczyli darowizną. Pietyzm dbałości o tę caliznę nade wszystko.

Posiadłość należy strzec. Ostateczność to zbrojne narzędzia odpierające agresorów. Prognozowanie wyniku wojennej bitwy jest obarczone ryzykiem i nie zawsze jest to obrona konieczna. W rodzimym przypadku najskuteczniejszym orężem ochrony pogranicznych pali jest harmonia wewnętrznej polityki z unijnymi oraz natowskimi możliwościami. Dyplomatyczne umiejętności funkcjonariuszy służby zagranicznej w takich sytuacjach są nieocenione.

Pomijając powojenne graniczne problemy z południowym sąsiadem, który nadal jest nam winien ok. 368 hektarów oraz wcześniejszymi chwilowymi perturbacjami z b. NRD o morską granicę, to dzisiaj objawił się niespokojny polsko-białoruski styk, a tam przecież korzenie Kościuszki, Mickiewicza i wielu innych wybitnych Polaków. I nie idzie o jej korektę, czy graniczną długość wynoszącą około 418 km, ale o rozwiązanie ludzkich dramatów tam ostatnio narosłych. Jakość pracy służb dyplomatycznych i specjalnych zwyczajnie zawiodła. Taki obraz wyłania się z oficjalnych komunikatów rządu.

A uzupełniając je wcześniej narysowanym przez domorosłych politykierów rządzącej partii ciepłym wizerunkiem przywódcy tamtego państwa dobitnie potwierdza ułomność wschodniej taktyki, bo strategii brak. Podatnicy płacą za turystyczne, banalne wycieczki prominentów, zamiast za ich merytoryczne osiągi dla RP. Zmarnowany to publiczny grosz. Dzisiaj pozostała mundurowa opcja, mijająca się z mickiewiczowskim mierzeniem sił na zamiary.

Wyolbrzymione zostały proporcje w prowokowaniu międzynarodowego niesmaku postępowania wobec owych zagubionych w lasach tułaczy. Wydaje się, że zdrowy rozsądek uszedł i zastąpiło go propagandowe zimne wyrachowanie niektórych demagogów, usiłujących się obłudnie promować na człowieczym nieszczęściu. Przykre to, że niedorzeczność omotała umysły szefów siłowych resortów i ich politycznych przełożonych. Reszta gabinetu bezrefleksyjnie aprobuje ten stan rzeczy.

Cóż więcej wymagać od amatorów w administrowaniu państwem z niezbyt chwalebną przeszłością. Na refleksję wicepremiera od bezpieczeństwa nigdy za późno, mimo że polityczne zawirowania są niemal w całości jego autorstwa. A mógłby się stać nadzieją na spowolnienie deprecjacji obywatelskiego zaufania nie tylko do instytucji państwa, ale także do swojej osoby. Chyba zbrakło roztropności i ogarniania sprowokowanej przez siebie deformacji państwa.

Ignorowanie przyziemia jest trendem ku politycznej katastrofie, a obłoki gromami mogą ciskać. Partyjny egoizm wspierany zausznikami z litanią merkantylnej prywaty, wyraziście obniżył wskaźnik prezesowskiej omnipotencji. Samozwańcze formalistyczne wicepremierowanie, obnażyło zagubienie wodza. Heroiczna to niemal rzecz, aby stać się podwładnym tego, którego się nominowało premierem, i którego można w każdej chwili zdymisjonować. Zrozumienie tego wymaga dogłębnej medycznej obdukcji. Podobne zachowania niweczyły kariery wielu.

Tułacz u polskich bram

Militarno-bezduszne czyny podejmowane przez rządzących mają rzekomo ustrzec europejską wspólnotową granicę przed zalewem szukających bezpiecznego miejsca na ziemi. Rządzącym zdaje się, że weszli w kolejną historyczną rolę przedmurza Europy, tym razem z kolczatkami bojaźni przed zalewem inności, mimo że wiele państw UE takiego zagrożenia ze wschodu nie obawia się, a i z południem sobie radzi, wbrew czarnowidztwu polskiego rządu. Górę biorą sondażowe kalkulacje żoliborskiego myśliciela.

Zwycięża egoizm, odległy od naturalnego rozumienia ewangelicznej frazy miłowania bliźniego, jak siebie samego. Ta biblijna mądrość chyba nie została zgłębiona, mimo nachalnie deklarowanych więzi z tą wiarą. Czyny egocentryzmem stoją i to wedle sparafrazowanego wzorca: miłuj siebie, zapomnij o bliźnim. Wydaje się, że pisowskie władze grubiaństwem, bezdusznością, samolubstwem, perfidnymi zabiegami usiłują wzmacniać swoje krajowe urnowe wsparcie i potęgować prywatę.

Dobro państwa i obywateli gdzieś im się zawieruszyło. To gotowy podkład dla nieszczęścia kraju, który w unijnym konglomeracie ma szansę na historyczny jagielloński moduł dobrobytu i ważności w świecie Tym razem bez rycerskiego oręża, lecz w drodze eksploracji intelektualnych pokładów społeczeństwa, które w niezwykłej części taki trend aprobuje.

Samolubstwo rządzących winno zostać do cna przysypane propaństwowymi nawykami wrażliwości na dolę innych. Postulat prosty, ale dla rządzących wrogi, co potwierdziły smutne dla Polski chociażby ostatnie październikowo-listopadowe dysputy o nas w PE, ale i w Senacie USA również. Dotąd była już ich niezliczoność i to z przyczyny tzw. zjednoczonej prawicy. Podczas nich został dosłownie odwzorowany stan sporów w krajowym Sejmie RP z demarkacyjnymi liniami szatkującymi polskie społeczeństwo.

Zawołania o jedność tchną fantazją, a posiedzenie Sejmu RP z 9 listopada 2021 roku ten odczyt potwierdziło. Niemal pełnia ław poselskich poza nieobecnością wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo kraju, a to był jedyny temat tych obrad. Niesmakiem powiały hołdownicze usprawiedliwianie jego nieobecności oraz sejmowe pokazowe apele rządzących o monolit wobec granicznego problemu przy niezmiennym poziomie karcenia i autorytarnego odrzucania deklarowanej przez opozycję współpracy z rządem, nawet co do oczywistych sugestii.

Wyświechtane bezskuteczne hasło: wszystkie ręce na pokład, rzucane przez rządzących – i to wyłącznie w momentach, kiedy określone koncepcje władzy nie mają szans powodzenia. Dlaczego nie dzielić się porażkami z opozycją, tym bardziej, że ona bezrefleksyjnie na to przystaje, stając się wygodnym narzędziem w ręku rządzących. Pora, aby relacje te owiała pryncypialność.

Gruntowanie społecznych przepaści jest ideą fix prezesa i jedynym orężem sprawowania władzy. W tym też duchu trwała owa nadzwyczajna, blichtrem osmalona sejmowa dysputa, która zaledwie sloganami ogarnęła wschodnie pogranicze. Konkretów żadnych, ale kłótni wzbogacających społeczne rozterki dostatek. Praktyczne rozwikłanie granicznych kwestii nie zostało tknięte. Oczekiwania były inne. I tym razem UE musiała nas wyręczyć.

Natrętna i zarazem naiwna myśl o mocarstwowości osłabia resztki sił partyjnego wodza z nieposkromionymi aspiracjami, kompromitując Polskę w oczach świata. Utopia ma swoje granice. Hasło walki o wolność i suwerenność w edycji rządzących brzmią złowieszczo i zarazem naiwnie. Powstańcze klęski tego dokumentacją. Niespełnione misje są używane do podgrzewania społecznych waśni, także wobec traktatowych zobowiązań, które na zasadzie dobrowolności ingerują w obszar państwowej niezależności, co oczywiste. Ale z tego również korzyści płyną. Inną sprawą jest dbałość o utrwalanie ważkich dla państwa fundamentów, a czym innym jest polityczne żerowanie na rzekomym zagrożeniu niezależności państwa. Taką gmatwaninę myśli z premedytacją oferuje gawiedzi żoliborski producent społecznych waśni i siania strachu.

Może pogubił się w ich nadprodukcji i dystrybucji. Jest to groźny sposób zarządzania państwem wzbudzający trwogę w społeczeństwie i niechęć do nas globalnego świata, dysponującego skutecznymi izolacyjnymi narzędziami. Już tego doświadczamy, czego strateg nie przewidział, albo zlekceważył. Skutek taki, że pisowski rząd jest ignorowany nie tylko przez państwa UE, ale i spoza niej. Rykoszety godzą po równo.

Ustanowienie izolacyjnej strefy wzdłuż białoruskiego pogranicza niemocą stoi, jak i wiele innych decyzji tego rządu. Unikanie humanitarno-prawno-dziennikarskiej aktywności w przygranicznym obszarze jest klęską rządu wobec krajowego i światowego łaknienia pomocowych reakcji oraz wszechstronnych opisów zdarzeń z tamtych stron. Wiarygodność marki dobrej zmiany, dawno temu podupadła, a oficjalne jej komunikaty o sytuacji na trudnym terenie pozostają w kontrze do nowogrodzkich zapewnień o informacyjnej otwartości. Jeśli by się tak stało, to i obraz z Podlasia rysowany niezależną klawiaturą mógłby sprzyjać notowaniom rządu. Embargo na wszechstronną informację z tamtego rewiru jest bojaźnią prezesa przed zachwianiem wyborczych słupków, a to jego priorytet. Po co krajowi aż tak samolubno-wykresowa władza?

Cały tekst pierwotnie ukazał się na łamach Przeglądu Socjalistycznego.

Popularne

Do góry