Opinie

Jak świat światem Niemiec nie będzie Polakowi bratem?

wPunkt
Jak świat światem Niemiec nie będzie Polakowi bratem?

Polityka zagraniczna, sztuka dyplomacji jest specyficznym oficjalnym obszarem działalności organów państwowych w sferze stosunków międzynarodowych.

fot. kprm/ flickr

Rozwój stosunków polsko–niemieckich w ostatnich latach jest niewątpliwie historią sukcesu, co z perspektywy wielowiekowych zmagań z naszym zachodnim sąsiadem wcale nie było takie oczywiste. Jednak dobre relacje lepiej rozwijają się bardziej na poziomie międzyludzkim niż politycznym.

W pamięci żyjących jeszcze świadków II wojny światowej przeżyte okrucieństwa i bestialstwa stosowane przez „rasę panów” nie pozostają bez wpływu na wizerunek współczesnych Niemiec. W Polsce niemieccy żołnierze bez sprzeciwu wykonywali rozkaz: „Bądźcie bezlitośni, bądźcie brutalni!”. Zniszczenie Polski i wymordowanie Polaków mało być pierwszym zadaniem, nawet gdyby wojna miała wybuchnąć na Zachodzie.

Wojenna agresja nie we wszystkich jednak zabija współczucie i bezinteresowność. Takim ofiarnym zachowaniem wobec wrogów może poszczycić się Stanisław Skalski, najbardziej skuteczny lotnik biało-czerwonej szachownicy czasu II wojny światowej.

Polska od ponad tysiąca lat leży w strategicznie ważnym miejscu Europy. Jej geopolityczna i geostrategiczna sytuacja uwarunkowana była powstawaniem nowych państw, zmianami granic, a przede wszystkim położeniem między Niemcami i Rosją, których agresywna polityka rozszerzania wpływów, kosztem ziem polskich, była dla Polaków zawsze zagrożeniem. Bezpośrednie sąsiedztwo geograficzne Polski i Niemiec sprawia, iż od wieków dzieje obu państw i narodów są ze sobą nieuchronnie związane. W kulturze każdej nacji wizerunek sąsiada nacechowany jest emocjonalnym podejściem, pozostaje w pamięci i jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Na negatywny stosunek do Niemców mają, pozostające ciągle w żywej pamięci, konflikty zbrojne, zwłaszcza te w XX wieku, w których trudno znaleźć budujące przykłady, choćby poprawnych relacji. Szczególnie druga wojna światowa, okupacja hitlerowska i eksterminacja narodu polskiego pozostawiła u wielu ludzi niezabliźnione rany. Trudno też spokojnie przejść nad historią stu dwudziestu trzech lat zaborów.

Niezwykły finał walki powietrznej porucznika Skalskiego

Kolejny wrzesień pomimo upływu czasu, to dla wielu świadków wojennych wydarzeń nieustanne przeżywanie, wciąż na nowo tragicznych sytuacji. Utrata bliskich, przyjaciół, dorobku życia, ruiny i zgliszcza zostawiają niezatarty ślad na całe życie, trudno z takim bagażem powrócić do normalności. Polska była pierwszym krajem, który ukazał ducha walki i zbrojnie przeciwstawił się wspólnej agresji Niemiec i Związku Sowieckiego oraz ich dążeniu do zmiany porządku na świecie. Już początek wojny ukazał, iż obaj agresorzy będą prowadzić ją w sposób bezwzględny, a ich działania kierowane będą nie tylko przeciwko regularnym jednostkom wojskowym, ale również ludności cywilnej, bez przestrzegania stosownych konwencji międzynarodowych. Wrześniowe wydarzenia ukazały, iż jest to wojna na wyniszczenie. Na przyjaznym dotąd błękicie nieba, ku któremu kierował się wzrok zaciekawionych entuzjastów awiacji podziwiających latające maszyny, pojawiły się samoloty z czarnymi krzyżami niosące śmierć i zniszczenie. Polscy piloci bez wahania podejmowali zmagania z wrogiem.

Mieszkańcy Pędzewa byli świadkami takiej walki powietrznej stoczonej przez polskiego pilota, lecącego samolotem myśliwskim P-11, z załogą niemieckiego samolotu zwiadowczego Henschel Hs 126. W 1989 roku naoczny świadek tego wydarzenia tak opisał to w liście do generała Stanisława Skalskiego: „Miałem dwanaście lat. Pierwszego września 1939 roku dotarła do wsi wiadomość o wybuchu wojny. Mama posłała mnie na rowerze po zakup chleba. W pewnym momencie zauważyłem krążące dwa samoloty. Jeden samolot polski, a drugi niemiecki. Piloci obydwu samolotów strzelali do siebie (…). W pewnym momencie samolot niemiecki zawirował i zmuszony był do lądowania. (…) Pan wylądował błyskawicznie na podorywce.

Wybiegł Pan z samolotu i biegł Pan w kierunku samolotu niemieckiego zostawiając swój samolot „na chodzie”. Po kilku krokach zrobił Pan zwrot, wrócił do samolotu i wyłączył silnik. Po tym udał się Pan ku Niemcom, którzy już wydostali się ze swego samolotu. Byli ranni. (…) W szybkim czasie udzielił im Pan pierwszej pomocy. (…) Ze wszystkich stron biegli chłopi pracujący na polu. Zbliżali się coraz bardziej do miejsca wydarzenia. Pan wówczas zarządził odstąpienie ludności cywilnej na pewną odległość. Wkrótce przybyła policja, która zajęła się dalszą sprawą. (…) Dopiero przed kilkoma laty dowiedziałem się, że tym polskim pilotem był generał Stanisław Skalski (…).

Dokładne okoliczności swojej pierwszej walki opisał Stanisław Skalski w książce „Czarne krzyże nad Polską” z 1957 roku. Bardzo niezwykły przebieg miała ta pierwsza stoczona przez Skalskiego walka, a jego nietypowe zachowanie nie miało sobie równego w historii II wojny światowej. Mając przewagę wysokości po prostu dopadł nieprzyjaciela. Serie z jego karabinów maszynowych spowodowały przymusowe lądowanie. Henschel skapotował, czyli przewrócił się na plecy. Było między 5.30 a szóstą rano. Nadal wiedziony jakimś instynktem, jednak dalekim od zdrowego rozsądku, Skalski nie myśląc wcale, że przy takim zetknięciu z ziemią może się zabić, wylądował wzdłuż bruzdy, 90° w stosunku do zestrzelonego Niemca. Takie posadowienie samolotu uchroniło jego i maszynę od katastrofy. Po latach w rozmowie z autorką tak to skomentował: „Dzisiaj patrzę, to jest palec boży (…). Byłem młody, głupi, ale miałem szczęście, bo mogłem się zabić”.

Jednego z pilotów ciężko rannego szybko opatrzył, w czym pomogła Skalskiemu jakaś kobieta, kapotaż zwabił wielu ludzi. Po chwili dostrzegł drugiego lotnika, w maskującym kombinezonie niemal niewidocznego w pobliskich krzakach, też rannego. Skalski chciał w jego kierunku wyciągnąć broń, ale przypomniał sobie, że w chwili alarmu podrywającego samoloty do lotu na spotkanie z Niemcami przerwał strzelanie do butelek, którym wraz z kolegą pilotem skracali niecierpliwe oczekiwanie na rozkazy i rzucił pistolet na ziemię. Niezrażony tym, że był bezbronny, włożył rękę do kieszeni gdzie miał papierośnicę, która teraz imitowała broń. Skalski odebrał Niemcowi Mausera, poczęstował papierosami i opatrzył rany. Znienacka „Niemiec, który przez cały czas obserwował pilnie nasze czynności, nachylił się i zupełnie nieoczekiwanie pocałował mnie w rękę. Cofnąłem się jak oparzony. Na krótki moment wzrok nasz się skrzyżował. Moje oczy nie wyrażały chyba nic prócz zdziwienia, w jego dojrzałem wyraźną wdzięczność. Na uśmiech odwzajemniłem się również uśmiechem. Wiedziałem, że mój ludzki obowiązek nakazywał mi spełnić to, co czyniłem teraz, do końca. Winien tragedii był przecież ktoś inny – ten, kto rzucił nas przeciwko sobie”.

Nie wszyscy patrzyli przychylnie na takie postępowanie. „Tłum począł groźnie pomrukiwać pod adresem Niemców. Lepiej ich na tę gałąź za nogi i głową do wody, a nie opatrywać jeszcze”. Zdecydowana postawa Skalskiego pozwoliła uniknąć samosądu – kazał dróżnikowi wezwać sanitarkę po rannych. Hauptman Friedrich Wimmer i obserwator Siegfried von Heymann, rówieśnicy Skalskiego, jeńcami byli do 7 września, kiedy to Niemcy wkroczyli do Torunia. Uratowani piloci, w niewoli, natarczywie domagali się nazwiska dobrego ducha, który otoczył ich opieką. Gdy zaspokojono ich ciekawość usłyszano zapewnienie, że gdyby Skalski trafił do niewoli niemieckiej będzie traktowany po ludzku.

Wojna nie ma w sobie nic ze szlachetności i wielkoduszności, każda przemoc jest niezbędna do osiągnięcia celu wojny – wszak zwycięzców się nie sądzi. Zwycięzcy mają krótką pamięć, to przegrani pamiętają wszystko. Zakaz powodowania niepotrzebnego cierpienia, zasada humanitaryzmu staje w sprzeczności z przemocą, która jest integralnym elementem walki zbrojnej, czyli ranienia i eliminowania żołnierzy strony przeciwnej.

Innym razem, po zestrzeleniu Henschla, Skalskiemu znowu przypadło w udziale wzięcie nieprzyjaciela do niewoli. Tym razem postanowił zrobić to z powietrza. Tak to opisał w swojej książce: „Rzucam maszynę na skrzydło i lekko nurkując na wprost biegnącego Niemca, oddaję przed niego krótką serię. Pada na ziemię. Wykręcam nad uciekającym i widzę, że biegnie w dalszym ciągu. Takiś ty – myślę. Powtarzam manewr, celując tym razem dużo bliżej z zachowaniem jednak nadal pełnego bezpieczeństwa Niemca. Dopiero po trzecim nalocie uciekający klęka na grudzie i poczyna wymachiwać białą chustką. Kiwam głęboko skrzydłami na znak, że przyjmuję jego rezygnację. Krążę nad nim aż do chwili, gdy czterech naszych piechurów dopada jeńca. Eskortuję wszystkich aż do linii okopów. Po kilku figurach akrobacyjnych nad rozentuzjazmowanymi żołnierzami, żegnany rzucaniem w górę czapek i hełmów, odlatuję biorąc kurs na północ”.Ponieważ ogólnie znany był wyczyn Skalskiego z pierwszego września, pilot Stach Zieliński zakpił: „Tego, co wyskoczył, znów pan odstawił do niewoli? Trzeba było wylądować”.

Jeszcze w szkole podchorążych Skalski zadał pytanie kapitanowi Kosińskiemu wykładającemu regulamin lotnictwa czy ma prawo strzelać do nieprzyjacielskiego pilota, kiedy ten wyskakuje z samolotu. W odpowiedzi usłyszał, jeśli nieprzyjaciel skacze nad swoim terenem, to obowiązek nakazuje zbicie go, bo wyląduje, wsiądzie do samolotu i znów może kogoś strącić czy zabić – skaczący nieprzyjaciel jest bezbronny, ale to ciągle nieprzyjaciel. Jeśli natomiast ląduje na terenie sobie wrogim, to strzelanie do niego jest zbrodnią. Te słowa głęboko zapadły Skalskiemu w pamięć.

Niemiecki humanizm wojenny

Czwartego września został trafiony samolot kapitana Mirosława Leśniewskiego (dowódcy 142 eskadry, w skład której wchodził Skalski), który lądował przymusowo, a Messerschmitty wściekle atakowały rannego, wiszącego na pasach do góry nogami, pilota. Skalski widział Leśniewskiego pokrwawionego i poparzonego, wysłuchał jego relacji zakończonej smutną konkluzją: „Strzelają nawet do pokonanego przeciwnika, nawet do rannego! Trzeba ich opatrywać tak samo, jak i oni mnie. Masz teraz namacalny przykład. Dwie próbki humanitaryzmu: twojego, polskiego i ich”. Mirosława Leśniewskiego, którego Skalski wspominał jako największego przyjaciela, brata, ojca, wzór oficera, żołnierza i pilota, zmarł kilka dni później. Dla Skalskiego „to był mord, zwyczajny mord”, choć zaraz dodawał: „Usprawiedliwienie ja dla tego Niemca mam. On walczył nad terenem nieprzyjacielskim. Zniszczył nieprzyjaciela, wszystko jedno czy w powietrzu czy na ziemi, Jednak z naszego punktu moralnego, walki honorowej, to był zwyczajny mord”.

Kapitan Florian Laskowski (przyjaciel, prekursor walk powietrznych w czwartym pułku lotniczym w Toruniu), ciężko ranny, wykrwawił się na śmierć, bo Niemcy nie pozwolili udzielić mu pomocy. Skalski zawsze i wszędzie (także podczas wykładu o rozwoju polskiej taktyki lotnictwa myśliwskiego od początku wojny, w Tampa na Florydzie w 1944 roku dla wyższych oficerów amerykańskich) podkreślał, co zawdzięczał swemu dowódcy w dywizjonie myśliwskim: „Był on jednym z niewielu młodych oficerów, który zdawał sobie sprawę z przyszłości lotnictwa. On to właśnie przygotował nas do wojny jak nikt na świecie. Laskowski wpoił w nas to, co w boju najskuteczniejsze i najważniejsze. Przewidywał, co może nas czekać w nadchodzącej wojnie. Wyrobione przez niego nawyki sprawdziły się podczas bitwy o Wielką Brytanię”.

Skalskiemu, podobnie jak innym żołnierzom, obrazy z pól bitewnych pozostały do końca życia. „Rasie panów”, w myśl doktryny nazistowskiej, wpojono, iż stosunek do Polaków ma być bezwzględny. Realizowali eksterminację narodu polskiego od pierwszego dnia wojny. Brutalnej masakry pierwszego września 1939 roku doświadczyli pogrążeni we śnie mieszkańcy Wielunia. Dzielni niemieccy piloci zniżając lot strzelali do bezbronnej ludności na zatłoczonych uchodźcami drogach. Barbarzyństwa doświadczała Warszawa przez cały czas wojny, zmieniona w gruzowisko po postaniu warszawskim. Śmierć milionów cywili w nieludzkich warunkach. Tego nie da się wymazać z ludzkiej pamięci. Jednak czas się nie zatrzymał, i choć nie wszystkim zabliźniły się rany trzeba było się podnieść i żyć dalej.

Trzydzieści lat dobrego sąsiedztwa i współpracy

Od zakończenia wojny minęło siedemdziesiąt sześć lat. Coraz mniej bezpośrednich świadków tragicznych wydarzeń, ich potomkowie – jedni znając je z opowieści utrwalają historię i przekazują następnym pokoleniom, dla innych to zbyt odległa przeszłość, by się z nią identyfikować. Formalnie Polska należała do zwycięzców w drugiej wojnie światowej. Poniesione dotkliwe straty ludnościowe, gospodarcze i terytorialne nie sprzyjały normowaniu stosunków z Niemcami. Dodatkowo znalezienie się w strefie wpływów Związku Sowieckiego, członkostwo w Układzie Warszawskim i RWPG powodowało narastanie kontrowersji dotyczących historii najnowszej. Restrykcje polityczne znikły dopiero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Po przełomie w Europie znikły przeszkody utrudniające swobodną wymianę ludzi i idei. W dużym stopniu usunięte zostały mentalne bariery i lęki istniejące dotąd w odniesieniu do wielu tematów. Następne pokolenie zaczęło podejmować dyskusje rozliczenia się z przeszłością podejmując wysiłki zmierzające do przełamania trudnego sąsiedztwa, obcości czy wręcz wrogości, nie zapominając przy tym o trudnych doświadczeniach w relacjach polsko – niemieckich. Warunkiem rozliczenia się z przeszłością było i jest nie wypieranie obciążających doświadczeń, lecz podejście do nich bez uprzedzeń, na zasadzie merytorycznej dyskusji. Dawni przeciwnicy, jako obecni sąsiedzi, muszą znaleźć kompromis, by razem żyć w zaistniałej rzeczywistości.

Podczas kiedy w Polsce historia wojenna była świetnie znana, w Niemczech musiało upłynąć wiele lat, by po okresie przemilczania młode pokolenie usłyszało prawdę o narodowym socjalizmie, zbrodniach i cierpieniach ofiar. Pełna konfliktów historia Polaków i Niemców determinowała powściągliwość we wzajemnych kontaktach po obu stronach granicy. Sytuacja uległa zmianie, więzi stały się ściślejsze, wraz z nową sytuacją geopolityczną. Wspólna przynależność do zachodniego sojuszu obronnego, członkostwo Polski w Unii Europejskiej zmieniły także nastawienie młodych ludzi w obu krajach do wzajemnych relacji. Zmiany w skali globalnej, łatwy dostęp do wszelkich informacji spowodowały ujednolicenie się kultury młodzieżowej. Styl życia w Europie i Stanach Zjednoczonych upodobnił się, młodzi ludzie nie odczuwają wielkiej różnicy we wzajemnych kontaktach, choć zachowują tradycje regionalne przekazywane z pokolenia na pokolenie. Młodym ludziom łatwiej przyszło pokonać uprzedzenia i nawiązać życzliwe relacje.

Upływające trzydzieści lat od podpisania 17 czerwca 1991 roku Traktatu o dobrym sąsiedztwie i współpracy wskazują, że oba kraje potrzebowały dobrego sąsiedztwa warunkującego też stabilność polityki europejskiej. Okazało się możliwe przełamanie zadawnionych antagonizmów, dotyczących choćby kwestii granic czy mniejszości narodowych. Nowe pokolenia Polaków i Niemców zasługują na kontynuację Traktatu, ale podążając za zmianami w Europie, także na nowe otwarcie w sferze wzajemnych kontaktów.

W stosunkach polsko-niemieckich obecne relacje międzyludzkie, w sferze biznesu i współpracy samorządowej są tak dobre, jak nie były nigdy. Dobrze funkcjonuje partnerstwo między miastami, pandemia pokazała, że relacje społeczne w tym czasie jeszcze się umocniły. Jeżeli przyjrzeć się relacjom politycznym, to tak złe nie były od trzydziestu lat. Antyniemiecka i antyunijna polityka PiS skutecznie zmarginalizowała pozycję Polski na świecie. Globalnemu układowi sił – szczytom Unii Europejskiej i NATO, spotkaniom grupy G7 Polska przeciwstawia utopijne propozycje regionalne, którymi nikt z wielkich tego świata nie jest zainteresowany. Pretendowanie PiS-u do mocarstwa regionalnego, schizofreniczny sen o potędze Polski liczącej się na arenie międzynarodowej wykazuje tylko dyletanctwo prowadzonej polityki zagranicznej. Udało się skonfliktować Polskę ze wszystkimi sąsiadami.

W Europie Środkowej, między Renem, Dunajem, Bałtykiem a Alpami, żyje około dwustu milionów mieszkańców. Niemcy z liczącą ponad osiemdziesiąt milionów populacją zajmują w niej dominującą pozycję, z najlepiej rozwiniętą gospodarką i to oni rozszerzają swoje wpływy w tej części Europy. Będąc najsilniejszym demograficznie, politycznie i gospodarczo państwem Unii Europejskiej, Niemcy praktycznie są w niej liderem. Z tej pozycji potrafi korzystać Francja stając się ich bliskim sojusznikiem.

Starsze pokolenie Polaków, mając w pamięci bestialstwa hitlerowskiej okupacji w czasie II wojny światowej, odnosi się do Niemców z obawą, wręcz niechętnie. Trudno im nadal zaakceptować, iż wojenni wrogowie znaleźli się w NATO i mają dominującą pozycję w Europie. Jednak przemiany ustrojowe w Polsce po 1989 roku, wraz ze zmianami pokoleniowymi w obu krajach, pozytywnie wpłynęły na dobre sąsiedztwo. Obserwując doświadczenia trzech ostatnich dekad można stwierdzić, iż Niemcy nie są państwem wrogim Polsce. Wręcz jest jednym z niewielu najbardziej propolsko nastawionych krajów. Wzajemne relacje oceniane są dobrze, ale ich podłożem są przede wszystkim współzależności gospodarcze. Większość społeczeństwa, zarówno polskiego, jak i niemieckiego, pozytywnie ocenia globalną rolę Unii Europejskiej, która przyczynia się do wzmocnienia ładu i bezpieczeństwa w świecie, a także widzą w Rosji kraj powodujący zaostrzenie konfliktów na arenie międzynarodowej.

Niemcy wspierały Polskę w wielu sprawach, zwłaszcza na etapie starań Polski o przyjęcie do Unii Europejskiej. Wielorakie powiązania historyczno-kulturowe Polski i Niemiec, wspólna przynależność do Paktu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej stworzyły warunki do pogłębionego dialogu polsko-niemieckiego. Nawiązany dialog między narodami nie przekłada się jednak na relacje polskiej prawicy, która zamiast wygaszać napięcia polityczne, pogarsza dobre stosunki eskalując wyimaginowane konflikty. Niemcy są głównym polskim partnerem handlowym i antyniemiecka obsesja wyjątkowo szkodzi Polsce.

Pisowska sztuka dyplomacji

Dziwnie niezrozumiała jest polska polityka zagraniczna ostatnich lat. Dotychczasowy serwilizm w stosunkach polsko-amerykańskich w stosunku do rządów Trumpa, po wyborze na prezydenta Joe Bidena nabiera cech wrogości, czego widocznym efektem jest także zamach na wolne media, już nie tylko polskie. Przygotowanie ustawy anty-TVN to wyjątkowo bezrozumna rozgrywka PiS. Kiedy Polska wychodziła spod dominacji ZSRR, a państwa europejskie wyczekiwały, co wyniknie z tej sytuacji, to Amerykanie jako pierwsi oferowali pomoc. Chętnie przyjmowano wsparcie zarówno od rządu amerykańskiego, organizacji pozarządowych jak i biznesu. Obecna arogancja polskiego rządu to prosta droga do kłopotów, dla Polski, nie dla Amerykanów. Kiedy Europa liczy na poprawę stosunków transatlantyckich i stara się utrzymać partnerskie stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, ekipa PiS wywołuje konflikt lex TVN, poważnie narażając na szwank ideę sojuszu z USA. Fundamentem liberalnej Ameryki jest nade wszystko przywiązanie do wartości demokratycznych.

Prócz dążenia do nadwyrężenia relacji biznesowych podwyższonym stanem ryzyka dla amerykańskich inwestycji ważniejsze są kwestie bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Waszyngton, nie tylko rząd, ale i Kongres, a przede wszystkim opinia publiczna wyczulone są na naruszanie w relacjach międzynarodowych praworządności, wolności gospodarczej, a nade wszystko wolności mediów i prawa do nieskrępowanych wypowiedzi, w tym także krytykowania władzy. Strategia PiS od dawna wykazuje, iż trudno traktować rządowych polityków poważnie, nie potrafią być partnerami w rozmowach i prowadzić merytorycznej dyskusji, polityka zagraniczna nie reprezentuje interesów Polski, ale partykularyzm kasty rządzącej. Zniszczyć dobre relacje z Ameryką, to znaczy zagrozić absolutnie najbardziej żywotnym interesom Polski. Po absurdalnej inwestycji w prezydenturę Trumpa była nadzieja na powrót do unormowania wzajemnych stosunków. Administracja Bidena nie chce i nie będzie współpracować z autorytarnym rządem demolującym ustrój demokratyczny.

Negatywny wpływ działań PiS-u na wizerunek Polski za granicą, to zaprzepaszczenie bardzo dobrego wcześniejszego prestiżu. Obecna strategia doprowadziła także do utraty reputacji i wpływów Polski w Unii Europejskiej. Dla PiS-u członkostwo unijne to nie cel prowadzenia skutecznej polityki zagranicznej, ale zaplecze mające poprawić kondycję finansową nieudolnie rządzonego państwa. Nie zwracanie uwagi na politykę i interes europejski, toksyczny ton rozmów, nie szukanie kompromisów, brak współpracy z innymi krajami, to nie tylko cofanie w rozwoju, ale doprowadzenie do osamotnienia Polski w Europie.

Pisowski prezydent wraz z Obozem Zjednoczonej Prawicy pod przywództwem PiS w 2015 roku ewidentnie pokazał swoją niekompetencję, także w prowadzeniu polityki zagranicznej, budując sojusz z Wielką Brytanią, który skutecznie rozwiał się po ogłoszeniu wyników brytyjskiego referendum dotyczącego wyjścia z Unii Europejskiej.
Polityka rządów premiera Donalda Tuska w latach 2007-2015 nastawiona była na dobre relacje z Republiką Federalną Niemiec, ze względu na najbliższe sąsiedztwo, ale także, iż jest to największe i najpotężniejsze państwo w Unii Europejskiej. Oparcie na silnych sojusznikach, mocnej koalicji oraz dbałość o te przyjazne relacje, dawało gwarancję polskiej niepodległości i dobrobytu. Natomiast PiS politykę Polski wobec Niemiec określił „koncepcją wroga”. To podejście pokutuje do dziś, straszenie wrogiem wywołuje obsesję antyniemiecką wśród elektoratu pisowskiego, szczególnie starszego pokolenia Polaków, wynikające z zaszłości historycznych i wzmocnienia międzynarodowej pozycji Niemiec. Warto przypomnieć, iż rok 2005 stał się swoistą cezurą w stosunkach polsko-niemieckich. Do momentu przejęcia władzy przez PiS w 2005 roku, uważano Niemcy za państwo, które walnie przyczyniło do procesu akcesyjnego Polski do NATO i Unii Europejskiej, później za największe zagrożenie dla polskiej polityki.

Obecnie wodzowska partia, niezdolna do żadnej refleksji, ignorując polskie interesy robi wszystko żeby skłócić się z Niemcami, a poziom antyniemieckich resentymentów prezentuje przede wszystkim w mediach rządowych. Germanofobia opłaca się politykom, bo trafia do pozbawionego zmysłu krytycznego elektoratu PiS. Jest jednak wyjątkowo szkodliwa dla osamotnionej w Europie Polski. Niemiecka polityka pod rządami kanclerz Angeli Merkel, przewidywalna i bezpieczna, dobiega końca. Nie widać w Niemczech polityka, który tak mocno podkreślał konieczność jedności europejskiej, nawet za wszelką cenę. Na skutek polskiej polityki wewnętrznej Polska od dawna nie jest postrzegana jako konstruktywny partner w Unii Europejskiej. Władze RFN do tej pory umiarkowanie krytykowały posunięcia polskiego rządu. Dyplomatycznie starały się, by problem naruszania praworządności nie stał się sporem polsko-niemieckim, ale rozwiązywany był na szczeblu unijnym. Rząd polski powinien życzliwie przyglądać się nowej władzy i od początku wypracowywać pozytywne zasady współpracy, a dzięki temu wzmacniać sojusz i partnerstwo.
Członkostwo Polski w NATO i Unii Europejskiej stało się gwarantem bezpieczeństwa, a polskie interesy w Europie są uzależnione od rozwoju współpracy z władzami unijnymi oraz głównymi sąsiadami – Niemcami, Rosją i Ukrainą. Niemieccy politycy od lat zaangażowani w porozumienie między Niemcami a Polakami podkreślają, iż PiS i jego zwolennicy, to jednak nie cała Polska. Czas pokaże, czy po jesiennych wyborach utrzyma się tendencja harmonijnych relacji z RFN, czy silne polskie nacjonalistyczne tendencje i brak dobrej woli rządu, dodatkowo szczującego Niemców przy użyciu publicznych mediów, nie przekreślą dotychczasowego dobrego, przyjaznego stosunku.

Germanofobia w Polsce jest elementem prowadzenia obecnej polityki wewnętrznej. Geniusz polityczny PiS, przejawiający się między innymi w naruszaniu praworządności, eliminowaniu wolnej prasy, ataku na niezależne sądy, przejęciu Trybunału Konstytucyjnego, czy słynnym wyniku (27:1) głosowania mającego zablokować ponowny wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, to poważne źródło problemów polityki zagranicznej. Polityka w rękach szaleńców skazuje Polskę nie tylko na ostracyzm państw posiadających silne instytucje demokratyczne, ale i nałożenie dotkliwych sankcji finansowych. Polska jako część Unii Europejskiej zobowiązana jest do poszanowania i przestrzegania jej podstawowych praw i wartości. Unia długo wykazuje wysoką tolerancję dla autorytarnych polityków. Zachowanie europosłów PiS w Parlamencie Europejskim, reprezentantów interesów rządzącej w Polsce partii, urąga elementarnemu pojęciu nie tylko wysokiej kultury, ale i merytorycznemu przygotowaniu się do wypowiedzi. Ich pieniacza postawa nie zyskuje sojuszników, opinie są marginalizowane i przepadają w głosowaniach, nie potrafią zabrać głosu podczas posiedzeń najważniejszych gremiów, nie uczestniczą w dyskusjach o przyszłości Wspólnoty, ale ośmieszają Polskę i szkodzą jej żywotnym interesom.

Polityka zagraniczna, sztuka dyplomacji jest specyficznym oficjalnym obszarem działalności organów państwowych w sferze stosunków międzynarodowych. Jej przedstawiciele powinni posiadać najwyższe kwalifikacje zawodowe, intelektualne i moralne do reprezentacji państwa, a ich zręczne i skuteczne działania winny przyczyniać się do międzynarodowej współpracy. W polskiej Służbie Zagranicznej znaleźli się wierni partii amatorzy, bez odpowiedniego przygotowania i doświadczenia. Dzięki polityce zagranicznej prowadzonej przez PiS, podporządkowanej polityce krajowej mamy więcej wrogów niż przyjaciół, nie liczymy się w Europie, za to chętnie podpisujemy się pod cudzymi sukcesami. Chaotyczna polityka zagraniczna przysporzyła Polsce więcej szkód niż w całym powojennym okresie, a współpraca rządu PiS i prezydenta to pasmo absurdów i porażek.

Tym, którym rzeczywiście zależy na dobrych relacjach z najważniejszym państwem z punktu widzenia polskich interesów powinno zależeć, aby napięcia polityczne wygaszać, prowadzić regularny dialog, czyli to, czego od lat brakuje w stosunkach polsko-niemieckich. Wspólne zgromadzenia parlamentarne, komisje współpracy regionalnej i transgranicznej, konsultacje resortów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i obronę, włączenie społeczeństwa do dialogu o integracji i przyszłości europejskiej, a także cyklicznych spotkań organizacji młodzieżowych to podstawy solidnego partnerstwa i sojuszu. Śledzenie nastrojów i poglądów oraz szybkie reagowanie na kwestie sporne to właściwe przeciwdziałanie niekorzystnym dla Polski i Polaków rozwiązaniom. Niszczenie dobrych relacji z Niemcami, podsycanych napastliwymi antyniemieckimi hasłami przez upartyjnione media rządowe, mającymi wywołać strach i agresję widoczny jest od powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki. Propaganda antyniemiecka mediów prorządowych oraz polityków obozu władzy niebezpiecznie się wzmogła.

Traci na tym ewidentnie tylko polskie społeczeństwo. W imię ludzkiej solidarności Niemcy zaoferowały Polsce pomoc rzeczową i logistyczną w walce z COVID-19, polski rząd niefrasobliwie ja odrzucił. Skorzystały na tym Czechy – otrzymały respiratory, materiał i wyposażenie antyseptyczne oraz możliwość leczenia chorych na COVID-19 w szpitalach przygranicznych.

Polacy czują się najmniej zagrożeni przez Niemcy militarnie, najbardziej zaś gospodarczo. Nie da się ukryć, że gospodarka niemiecka znacznie przewyższa polską, jej sytuacja stabilizuje warunki regionalne i europejskie. Gdyby rząd polski, zamiast wrogiej propagandy, wspierał polskie firmy już funkcjonujące czy rozpoczynające współpracę z RFN, otoczył administracyjną oraz merytoryczną opieką Polaków pracujących w Niemczech, promował polskie projekty, to byłby to widoczny, pozytywny sygnał dla polskiego biznesu, przynoszący wymierne korzyści dla polskiej gospodarki.

„Boję się państw, które nie są państwami prawa”

W stosunkach polsko-niemieckich istnieje jeszcze wiele nierozwiązanych spornych kwestii we wzajemnych relacjach, dotyczących zarówno przeszłości, jak i bieżących spraw. Są ciągle wyzwaniem w stosunkach dwustronnych. Oba kraje mają też odmienne spojrzenie na zasady funkcjonowania Unii Europejskiej. Podejmowanie dialogu, inicjowanie wspólnych przedsięwzięć, jak i własnych koncepcji to najlepsza droga do poprawienia wzajemnych stosunków. Szczególnie istotna jest pamięć o cierpieniach narodu polskiego zadanych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Wiele słów głęboko zapadło w pamięć słuchających pierwszego września 2019 roku w Warszawie niemieckiego prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera. Powiedział wprost o wojennych zbrodniach popełnionych przez jego rodaków: „Ta wojna była zbrodnią niemiecką. Jako prezydent Niemiec, wspólnie z kanclerz federalną, mówię dzisiaj wszystkim Polkom i Polakom – nie zapomnimy. Nie zapomnimy ran, które Niemcy zadali Polakom. Nie zapomnimy cierpienia polskich rodzin, tak samo jak ich odwagi stawiania oporu. Nigdy nie zapomnimy”.

W 2012 roku Władysław Bartoszewski, cieszący się wielkim autorytetem w Niemczech, od 1965 roku zdecydowanie angażujący się na rzecz dobrych relacji z Niemcami, zaapelował o wzniesienie w Berlinie pomnika ku czci polskich ofiar nazistowskiego terroru. W tym czasie, ale i obecnie, niewielu Niemców posiadało wiedzę, iż pierwszym etapem zagłady Polaków miała być eksterminacja polskiej inteligencji, dla tego celu pierwotnie utworzono obóz w Auschwitz. Przejścia wojenne Bartoszewskiego i dokumentowanie zbrodni hitlerowskich po wojnie, w świadomości wielu ludzi powinny wykluczać jakiekolwiek pojednanie polsko-niemieckie. Profesor prowadząc dyskusje nad powojennym stosunkiem Polaków do Niemców mawiał: „Nie boję się Niemców. Nie boję się Rosjan. Boję się perwersyjnych, fałszywych ludzi, jakich nie brakuje w wielu krajach. Boję się państw, które nie są państwami prawa”.

Także Stanisław Skalski w 1990 roku, wówczas generał brygady, choć należał do pokolenia, które ze strony Niemców doświadczyło niewyobrażalnych okrucieństw, wyciągnął dłoń do wojennych nieprzyjaciół, uratowanych przez niego we wrześniu 1939 roku, pilotów niemieckich. W Bonn, dokąd pojechał na zaproszenie Niemców, spotkał się z Friedrichem Wimmerem. Von Heymann zmarł dwa lata wcześniej. Wojenni wrogowie w pewnym sensie byli kolegami, z racji wykonywanej profesji. Byli pilotami, to zbliża ludzi, a los sprawił, że znaleźli się po przeciwnych stronach barykady. Skalski wspominał, że przyjmowano go jak bohatera Luftwaffe. Wysokiej rangi urzędnicy pięknie mówili o Polsce i o nim, a rodziny dziękowały za uratowanie życia lotników. Niestety, dawni koledzy potrafili czynić mu zarzuty, że „brata się z wrogami”. Co ciekawe nie kwestionowali spotkań Władysława Gnysia i przyjaźni z Frankiem Neubertem, który zestrzelił kapitana Mieczysława Medweckiego 1 września 1939 roku. Nadal wielu ludziom trudno zaakceptować, iż miarą człowieczeństwa jest także stosunek do naszych wrogów, ale to wyróżnia tylko wielkich tego świata.

Dzięki oddolnej inicjatywie społecznej pod koniec 2020 roku, na wniosek większości frakcji w Bundestagu, podjęto decyzję o upamiętnieniu męczeństwa i ofiar Polaków w II wojnie światowej. Tym pomnikiem ma być obiekt, budynek prezentujący pamiątki tego okresu, ale co ważniejsze ma to być „żywe” miejsce spotkań, konferencji, wydarzeń upamiętniających trudną przeszłość i budujące pozytywne relacje między dwoma narodami. Powołanie takiej instytucji w Berlinie może dać asumpt do ożywienia partnerskich stosunków i otwartych relacji, pozwoliłoby rzetelnie podchodzić do bolesnej przeszłości i budować pozytywną przyszłość. Zaangażowanie się polskich władz w to poważne przedsięwzięcie i włączenie się jako partnera, już w prace na etapie projektowania, dałoby szansę na poprawę dwustronnych stosunków.

Jednak w świetle obecnej polityki PiS trudno liczyć, by Sejm czy Senat raczył podjąć stosowną uchwałę i pozwolił profesjonalistom zaangażować się w pozytywne działania na rzecz dobrej współpracy. PiS otwarcie działa przeciw Unii Europejskiej, choć zdecydowana większość Polaków jest zwolennikiem zjednoczonej Europy, a nawet pogłębieniem jej integracji i nie utożsamia się z polityką rządu. Histeryczna obawa rządzących przed utratą niezależności nieuchronnie prowadzi do politycznego wyobcowania w Europie. Nasza przyszłość zależy od tego czy ludzie o różnych poglądach będą potrafili ze sobą współpracować. Głębokie podziały polskiego społeczeństwa są silniejsze niż w północnej i zachodniej Europie. Trudno jest w Polsce podjąć spokojny, merytoryczny dialog z adwersarzem, skoro drugą stronę scala wyimaginowany wróg i wynikające stąd poczucie zagrożeń.

Warto w tym miejscu odwołać się do słów Jana Kochanowskiego: „Cieszy mię ten rym: Polak mądr po szkodzie; Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”. Polska i Niemcy z racji położenia geograficznego są i będą na siebie skazane. Oczywiście, można przez całe życie pielęgnować w sobie uczucie nienawiści, choć kierowanie się w życiu tylko uprzedzeniami i agresją, to prosta droga do obsesji, wręcz paranoi. Historia pokazuje, iż fatalnie się to kończy, gdy ten stan dotyka sprawujących władzę. W obecnie dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości międzynarodowej w interesie polskiej racji stanu jest zachowanie przynajmniej dobrych relacji z naszym zachodnim sąsiadem.

Opinia pierwotnie ukazała się w Dzienniku Trybuna

Popularne

To Top