Opinie

Joe Biden ma problem(y)

wPunkt
Joe Biden ma problem(y)

Lokator Białego Domu proponuje zwiększenie „corporate tax” do poziomu 28 proc., z obecnego 21 proc. (Wielkie cięcia podatkowe to efekt reformy Donalda Trumpa. Tego samego, którego red. Rafał Woś sytuuje na lewo od Joe Bidena).

fot. wikimedia commons

Lewicowi Demokraci w Kongresie są wkurzeni: wielki plan wydatków infrastrukturalnych wart 1.4 biliona dolarów trafił na republikańską ścianę, a urzędujący prezydent nadal liczy na politykę kompromisu. W ostatnich dniach 11 republikańskich senatorów potwierdziło gotowość do poparcia wielkiego pakietu. Problem w tym, że współpraca ponad podziałami musi się wiązać z rozmywaniem progresywnej agendy (Republikanie nie godzą się na podwyżki podatków). Alexandra Ocasio-Cortez i jej mała, acz wpływowa frakcja progresywistek (The Squad) nawołuje do przeprowadzenia projektu „solo”. Ambitna agenda zakłada potężne wydatki na modernizację rozpadającej się amerykańskiej infrastruktury (dróg, mostów itd.), tworzenie dobrych, uzwiązkowionych miejsc pracy, ale również wdrożenie elementów Nowego Zielonego Ładu, o który zabiega AOC i lewa flanka Partii Demokratycznej.

Demokraci dysponują w miarę stabilną większością w Izbie Reprezentantów i cienką jak brzytwa przewagą w Senacie (50:50 przy głosie decydującym wiceprezydentki Kamali Harris). Poprzedni wielki pakiet pomocy covidowej (wart niemal 2 bln dol.) przeszedł bez bólu, przy wsparciu republikanów. Zabrakło w nim jednak regulacji dotyczących płacy minimalnej w wysokości 15 dol. za godzinę. Tej samej o którą walczy od lat senator Bernie Sanders i którą popiera miażdżąca większość Amerykanów (według badania Pew Research Center, aż 62 proc.). Kolejne reformy czekają w kolejce. Jest to m.in. zmiana prawa imigracyjnego czy podwyżka podatków dla korporacji i najlepiej zarabiających. Tutaj również zwolennicy prezydenta mogą liczyć na twardy opór koalicji republikanów, prawicowych mediów i dużych firm zainteresowanych utrzymaniem statusu quo. Reformom sprzeciwić się mogą nawet politycy z ich własnych szeregów, jak „umiarkowany” senator Joe Manchin, który trzyma prezydenta w szachu, grożąc wetem wobec kolejnych postępowych pomysłów. Najpewniej jednak „kingmaker” z Zachodniej Wirginii chce po prostu wyciągnąć konkretne korzyści na rzecz swego stanu; trzeba przyznać – dotkniętego problemami społecznymi charakterystycznymi dla epoki post-industrialnej.

Sam Biden utrzymuje, że żadna z jego reform nie dotknie osób zarabiających mniej niż 400 000 tys. dol. rocznie. Mowa zatem o osobach z wyższej klasy średniej. Pod wieloma względami dyskusja na temat podatków przypomina naszą rodzimą – Polacy dzielą z Amerykanami wspólny kod „wolnościowy” (podatki są złe, państwu nie wolno ufać). Jest to wolność rozumiana na opak, ale w takim kontekście społeczno-politycznym muszą działać progresywni politycy w obu krajach.

Oddzielna sprawa to podatek dla korporacji. Niewątpliwym sukcesem Bidena jest już samo wrzucenie powszechnego, globalnego, minimalnego CIT na agendę publiczną. Wygląda na to, że to przedsięwzięcie zakończy się co najmniej umiarkowanym sukcesem (nie licząc narzekań takich krajów jak Polska czy Węgry, upierających się przy statusie państw niskich podatków i taniej siły roboczej). Niemniej, sama skala reform jest skromna. Lokator Białego Domu proponuje zwiększenie „corporate tax” do poziomu 28 proc., z obecnego 21 proc. (Wielkie cięcia podatkowe to efekt reformy Donalda Trumpa. Tego samego, którego red. Rafał Woś sytuuje na lewo od Joe Bidena). Warto jednak zauważyć, że jeszcze w erze Obamy i wcześniej, jego wysokość wynosiła 35 proc. Mamy więc do czynienia ze zmianą w dobrą stronę, ale nader skromną.

Branża Big Tech i wzrost potęgi korporacji typu Amazon, która zyskała status decydującego amerykańskiego pracodawcy narzucającego (niskie) standardy, przypominające bardziej system azjatycki niż amerykański czy europejski, to kolejne palące problemy. Majątek Jeffa Bezosa wynosi już ponad 200 mld dol., inni miliarderzy nie pozostają w tyle, a ich potężne wpływy wywierają bezpośredni wpływ na organizację debaty publicznej i politykę. Jakiś czas temu pojawiła się próba (poparta przez prezydenta) założenia związku zawodowego w zakładzie Bezosa w Alabamie; niestety potężna i kosztowna kampania propagandowa pokonała oddolny ruch. Branża firm prawniczych i PR skupionych na organizowaniu kampanii antyzwiązkowych w dużych zakładach pracy kwitnie. W kwestii niekontrolowanej władzy informacyjnej Facebooka, Twittera i tym podobnych bytów, istnieje świadomość potrzeby lepszej polityki antymonopolowej. Demokraci w Izbie Reprezentantów zaprezentowali 5 projektów ustaw zmierzających do rozbicia tych potęg (w tym samego Amazona). Póki co wydają się zdeterminowani, przynajmniej w warstwie retorycznej (Członek Izby Reprezentantów, David Cicilline: „Ci współcześni baronowie rabusie zwiększają swoją siłę dzięki antykonkurencyjnym praktykom”). Tutaj przynajmniej istnieje pole do rozmowy z republikanami, którzy zapewniają o swojej woli ograniczenia wpływów korporacji typu Big Tech (choć są zaskakująco bardziej umiarkowani w sprawie imperium Bezosa). Korporacje na celowniku legislatorów już zaczęły straszyć wzrostem cen i obniżeniem jakości usług. Reformatorów z obu partii czeka bardzo długa droga.

Prawdziwy problem amerykańskich progresywistów sprowadza się do liczb i skolonizowania ich szeregów przez lobby wielkiego biznesu. Niezależnie od ambitnych celów Joe Bidena (załóżmy na chwilę, że jest tu całkiem szczery), uzasadnionej krytyki AOC i lewego skrzydła Demokratów, ciężko oszukać rzeczywistość. Czas na reformy ucieka: w 2022 roku odbędą się wybory uzupełniające obejmujące całość Izby Reprezentantów i 34 miejsca w Senacie. Utrata cienkiej większości wydaje się wysoce prawdopodobna. Jeżeli tak się stanie, plany przekształcenia obecnego modelu kapitalizmu trafią z powrotem do szafy, a polityka prawicowego populizmu powróci w glorii i chwale.

Popularne

Do góry