Opinie

Liberalne bezkręgowce, czyli o zalotach do skrajnej prawicy

Widocznie ładna prezencja oraz bycie przeciwko PiSowi wystarczą do zagoszczenia na liberalnych salonach. Faszyzujący politycy mogą śmiało wkraczać do mainstreamu przy pomocy PO, a opinia publiczna (nawet jej bardziej progresywna część) nie będzie zbytnio protestować.

fot. fb/ official / trzaskowski / bosak

Oczywiście obrońcy przymilania się do skrajnej prawicy twierdzą, że tak wygląda polityka, że niestety tak trzeba, że konieczna jest walka o wyborców Bosaka itd. Jednak przykład innych państw pokazuje, że politycy centrowi czy nawet prawicowi wcale nie są zmuszeni do przyjmowania skrajnie prawicowej retoryki i walki o elektorat faszyzujących ugrupowań.

Wraz z ogłoszeniem wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich stało się jasne, że czekają nas kolejne dwa tygodnie kampanii wyborczej, w czasie której obaj pozostali na placu boju politycy zawalczą o zebranie elektoratu reszty kandydatów. O ile nie jest zaskoczeniem próba przyciągnięcia dodatkowych wyborców, to jednak za rozczarowujące można uznać to, jak daleko PO jest w stanie pójść dla zdobycia przynajmniej części z niecałych 7% głosów oddanych w pierwszej turze na Krzysztofa Bosaka, reprezentanta środowisk nacjonalistycznych, korwinistycznych i faszyzujących. 

Budka zapomniał lub wolał zapomnieć o tym, że sami organizatorzy Marszu Niepodległości są co najmniej faszyzujący

Zaczęło się natychmiast po ogłoszeniu wyników, gdy Trzaskowski stwierdził, że łączą go z wyborcami Bosaka wolnorynkowe poglądy i sprzeciw wobec podatków. Wkrótce potem Borys Budka poszedł dalej, gdy dziennikarz zapytał się go o Marsz Niepodległości, którego delegalizację Trzaskowski niegdyś poparł wskazując na faszystowskie treści na nim obecne. Lider Platformy Obywatelskiej powiedział, że na Marszu pojawiają się bardzo małe grupy ekstremistów, które rzutują na resztę uczestników. Najwyraźniej zapomniał lub wolał zapomnieć o tym, że sami organizatorzy Marszu Niepodległości są co najmniej faszyzujący i co roku zapraszają do uczestnictwa zagranicznych otwartych faszystów (jak włoska Forza Nuova), a w rasistowskich oraz ksenofobicznych hasłach nie widzą nic złego, wręcz przeciwnie.

Kolejnym popisem był występ posła PO w programie TVP, gdzie mocno się on oburzył brakiem zaproszenia dla reprezentanta Konfederacji. Zwolennicy tego ugrupowania nieustannie narzekają na dyskryminację ze strony telewizji publicznej (i jest to jedna z niewielu rzeczy godnych pochwały w TVP), a obóz Trzaskowskiego najwidoczniej próbuje to wykorzystać do nabicia poparcia swojemu kandydatowi i otwarcie domaga się przyznania skrajnej prawicy dodatkowej przestrzeni do głoszenia swoich nienawistnych poglądów. Odbieranie mównicy Konfederatom krytykuje już nawet lewe skrzydło KO (Barbara Nowacka), co świadczy o tym, że liberalna opozycja zamierza konsekwentnie iść we flirt z prawicowymi ekstremistami.

Liberalni politycy gratulują Konfederatom wspaniałych rapsów, mimo wersów o wieszaniu socjalistów na drzewach.

Tak naprawdę nie jest to jednak nic nowego, już wcześniej można było zobaczyć jak przy okazji hot16challenge liberalni politycy gratulują Konfederatom wspaniałych rapsów, mimo wersów o wieszaniu socjalistów na drzewach. Jeden z posłów PO w czasie kłótni w Sejmie rzucił nawet (podobno ironicznie) w kierunku Lewicy, że gdy Platforma będzie rządzić z Konfederacją, to PO zajmie się Polską, a Konfederacja lewicą. To jest skrajny przypadek i nie należy z niego wnioskować, że wkrótce zawiąże się Konfederacja Obywatelska, ale oczywistym jest, że dla liberalnych polityków współpraca z Korwinem i Braunem nie jest niczym złym. Można by przytoczyć dziesiątki wypowiedzi o tym, że należy ratować polską demokrację i walczyć z PiSem razem z Konfederatami. Co z tego, że nie ma bardziej antydemokratycznej formacji w polskim parlamencie niż właśnie Konfederacja? Widocznie dla doraźnych korzyści politycznych centryści są gotowi zapomnieć o swoich liberalnych, demokratycznych wartościach. 

Oczywiście obrońcy przymilania się do skrajnej prawicy twierdzą, że tak wygląda polityka, że niestety tak trzeba, że konieczna jest walka o wyborców Bosaka itd. Jednak przykład innych państw pokazuje, że politycy centrowi czy nawet prawicowi wcale nie są zmuszeni do przyjmowania skrajnie prawicowej retoryki i walki o elektorat faszyzujących ugrupowań. We Francji Jean-Marie Le Pen przez lata dostawał po kilkanaście procent głosów w każdych kolejnych wyborach prezydenckich, a jednak pozostali kandydaci nie mieli w zwyczaju zniżać się do jego poziomu. W zeszłym roku po wyborach regionalnych w Turyngii głosami skrajnie prawicowej AfD wybrano na szefa regionalnego rządu kandydata liberalnej FDP. Mimo że było to wsparcie nieoczekiwane, o które FDP nie zabiegało (przynajmniej nie oficjalnie), to wybuchł wielki skandal polityczny, a dopiero co wybrany rząd podał się szybko do dymisji. Przywódcy liberalnej partii natychmiast odcięli się od tego wydarzenia i zapowiedzieli, że nigdy nie stworzą rządu przy poparciu AfD, nawet gdyby miało ono być zewnętrze. Inne niemieckie partie postępują podobnie i skrajna prawica jest otoczona kordonem sanitarnym, podobnie jak w wielu innych państwach europejskich.

Czy wynika to z jakiegoś mocniejszego kręgosłupa moralnego tych polityków? Być może, tego nie wiem, ale raczej nie. Po prostu nawet pod względem czysto politycznym sojusze ze skrajną prawicą na ogół zupełnie się im nie opłacają, o czym boleśnie przekonali się hiszpańscy liberałowie z partii Ciudadanos. W ostatnim roku weszli oni we współpracę z faszyzującym Vox, na szczeblu lokalnym powstały nawet wspólne rządy tych partii. Skończyło się to jednak tym, że Ciudadanos z pozycji siły liczącej się w walce o zwycięstwo wyborcze w kilka miesięcy niemal spadli pod próg, a w międzyczasie odmawiano im dostępu na wszelkie parady równości lub manify. Właśnie tego brakuje w Polsce – zdecydowanego potępienia ze strony środowisk progresywnych wszelkich flirtów z faszystami i ich sojusznikami.

Trzaskowski oczekuje, że centrolewicowi wyborcy na niego zagłosują nawet gdyby miał przez następne półtora tygodnia codziennie wykonywać przyjazne gesty w kierunku konfederackich środowisk.

U nas jednak zaloty do skrajnej prawicy są tolerowane nie tylko przez zwolenników PO, ale nawet przez część lewicy. Chociażby na łamach Krytyki Politycznej pojawiły się teksty sugerujące, że jest to coś, co trzeba zaakceptować, a także krytykujący lewicę za oburzenie wobec liberałów robiących wszystko dla przypodobania się prawicowym ekstremistom. Świadczy to niestety tylko o niskich standardach i wysokiej tolerancji wobec skrajnej prawicy. Nie można liczyć na to, że organizatorzy parady równości odwrócą się od Trzaskowskiego za umizgi do wyborców Bosaka i nie należy się spodziewać zdecydowanego potępienia ze strony środowisk progresywnych czy feministycznych. Politycy PO doskonale o tym wiedzą i dlatego pozwalają sobie na bratanie się z Konfederatami. Trzaskowski oczekuje, że centrolewicowi wyborcy na niego zagłosują nawet gdyby miał przez następne półtora tygodnia codziennie wykonywać przyjazne gesty w kierunku konfederackich środowisk.

Według Platformy zwolennicy Trzaskowskiego zapomną o tym, że za Bosakiem stoją tacy ludzie jak Grzegorz Braun, widzący wszędzie masonów katolicki fundamentalista, czy Janusz Korwin-Mikke, który właśnie wrócił do swojej seksistowskiej retoryki i twierdzenia, że kobiety są z natury głupsze. Najgorsze w tym jest to, że prawdopodobnie mają rację. 

Już wcześniej można było zobaczyć, jak media “walczące o demokrację” promują Bosaka zupełnie zapominając o jego kolegach partyjnych oraz o jego własnych antysemickich, ksenofobicznych i homofobicznych poglądach. Widocznie ładna prezencja oraz bycie przeciwko PiSowi wystarczą do zagoszczenia na liberalnych salonach. Faszyzujący politycy mogą śmiało wkraczać do mainstreamu przy pomocy PO, a opinia publiczna (nawet jej bardziej progresywna część) nie będzie zbytnio protestować. Czego innego można się spodziewać, skoro nawet na lewicy wielu usprawiedliwia uśmiechy Trzaskowskiego do Konfederatów?

I tak, zdaję sobie sprawę, że zalecający się do skrajnej prawicy Trzaskowski jest lepszy niż od dawna robiący to samo Duda. Problem w tym, że jeśli tak dalej pójdzie, to prędzej zwymiotuję na kartę wyborczą niż zaznaczę krzyżyk przy nazwisku któregoś z kandydatów. Żałuję tylko, że jestem w tym na tyle odosobniony, że środowiska liberalne dalej mogą przymilać się do Konfederacji ze świadomością, że ich wyborcy nie odważą się pokazać im żółtej kartki za zdradzanie wartości, legitymizowanie wrogów demokracji i zapewnianie faszyzującym politykom trybuny do głoszenia groźnych poglądów. 

Popularne

Do góry