Opinie

Mięso armatnie

Lipowicz: Biedroń jest ekstremalnym przykładem polityka, który o lewicę nigdy nie zabiegał, bo nie musiał.

fot. flickr / PES Communications

Sondażowa klęska Roberta Biedronia pokazuje dobitnie opłakany stan lewicy. Pada mnóstwo pomysłów, jak można to zmienić. Niestety, nie biorą one pod uwagę jednej rzeczy – do obecnej sytuacji mocno przyczyniają się politycy i publicyści: osoby, które na lewicy mają najwięcej do powiedzenia.


Tekst Łukasza Michnika zatytułowany “Lewico, czas nauczyć się dyscypliny od prawicy” jest typowym przykładem lewicowej publicystyki. Jego autor przyznaje wprawdzie, że do prezydenckiego kandydata można mieć sporo pretensji, ale nie widzi sensu rozwodzenia się nad nimi.

Liczne obiekcje lewicowego elektoratu sprowadzone są do nieprawomyślnych książek na półce i orientacji seksualnej – niezbyt subtelnie przemycając tezę, że tylko homofobi i fanatycy nie głosują na Biedronia. Cały tekst skupia się na tym, co wyborcy winni są “swojemu” kandydatowi.

zacisnąć zęby i wspierać Biedronia

Choć Michnik do lewicy przemawia łagodnym tonem – niczym nauczyciel do niezbyt lotnego ucznia – nie zamierza z nią dyskutować. Cierpliwie tłumaczy, że lepszego kandydata nie powinna oczekiwać, bo go nie dostanie; że musi zacisnąć zęby i wspierać Biedronia w imię “przyszłości zarówno lewicy parlamentarnej, jak i aktywistycznej”.

Krytykuje ją za “uchylanie się od odpowiedzialności”, za brak dyscypliny i krótkowzroczność. To napomnienie generała, którego żołnierze nie dość przykładają się do walki z wrogiem.

To jest niestety standard, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Lewicowy elektorat już dawno przestał być partnerem do dyskusji dla polityków i publicystów, nawet tych identyfikujących się z lewicą.

To żołnierze, których obowiązkiem jest walczyć, a nie dyskutować. Kiedy sztab każe im wspierać Biedronia, mają go wspierać. Jeżeli dowództwo powie, że nie ma klimatu na postulaty ekonomiczne, to go nie ma. Wybrzydzać wolno komu innemu – liberalnemu centrum.

utrzymanie elektoratu rozczarowanego Platformą

Biedroń jest ekstremalnym przykładem polityka, który o lewicę nigdy nie zabiegał, bo nie musiał. Na jej przywódcę namaściły go liberalne media, a on sam musiał się tylko starać, żeby im nie podpaść. Wiadomo było, że jak jego sondaże poszybują w górę wystarczająco mocno, to posłuszne wojsko i tak będzie musiało za nim pójść. Nawet, kiedy media swoje poparcie dla niego wycofały, polityk skupił się przede wszystkim na utrzymaniu elektoratu rozczarowanego Platformą.

Tylko, że konkurencja o elektorat PO jest spora, a o wyniku tego starcia decydują media – te same, których poparcie Biedroń stracił. Koniec końców znalazł się więc na łasce ludzi, którymi wzgardził. I nie jest jakoś szczególnie dziwne, że ten elektorat ostatecznie wzgardził nim. Ile można wspierać polityków, którzy nie chcą nawet po to wsparcie się schylić?

Niskie poparcie dla Biedronia jest smutną konsekwencją instrumentalnego traktowania lewicy przez ludzi robiących na niej karierę. I to oni muszą przemyśleć swoje postępowanie. Jeżeli nie wyciągną wniosków z tej porażki, jeśli dalej będą traktować lewicowy elektorat jak mięso armatnie – czekają ich kolejne klęski.

(śródtytuły od redakcji)

Popularne

Do góry