Opinie

Pracownikom supermarketów nie starczą oklaski z balkonu

Najwyższy czas przywrócić im godność.

Photo: befunky

Codziennie spływają do nas wiadomości o kolejnych pracownikach supermarketów zakażonych wirusem COVID-19. Tylko w ciągu ostatnich dni umarły z powodu koronawirusa kasjerki we Francji, Włoszech i USA, a kolejni pracownicy supermarketów w Polsce zostali zakażeni. Nasza klasa polityczna tymczasem jest zdania, że najlepszym lekiem na ten wymuszony heroizm są oklaski z balkonu.

Koronawirus w pewnym sensie zbliża nas do siebie nawzajem. Ludzie szyją maski, emerytowani lekarze i lekarki wracają do szpitali, pomagamy osobom starszym robić zakupy. Ale podczas tego dobrodziejstwa, coś zdaje się nam umykać.

Przez dekady nierówności ekonomiczne i społeczne na rynku pracy w Polsce nawarstwiały się, a kolejne rządy stale ten stan rzeczy ignorowały. Dzisiaj w obliczu globalnej pandemii to, co przez lata rządzący starali się ukryć, powoli wychodzi na światło dzienne. Zadziałała ona na nierówności jak oliwa na ogień.

Pandemia pokazuje nam nasze społeczeństwo takim, jakie naprawdę jest. Polska ma jeden z najwyższych współczynników nierówności społecznych wśród wszystkich liberalnych demokracji świata. Wśród państw OECD jak i Unii Europejskiej jesteśmy w końcówce tabeli. Problemy o których lewica mówi od lat, w epoce pandemii stały się wyraźniejsze niż kiedykolwiek.

Pracownicy i pracownice supermarketów nigdy nie mieli łatwo: brak odpowiednich praw pracowniczych, żałośnie niskie pensje, umowy śmieciowe, zakaz zawiązywania związków zawodowych, to tylko część piekła tej grupy zawodowej. Kasjerzy i kasjerki zarabiają w Polsce średnio 1900 zł netto, największa sieć minimarketów od lat skutecznie blokuje powstanie związku zawodowego, a niektóre sieci do dzisiaj każą nosić pampersy na kasach, bo jak to tłumaczą managerowie “szkoda czasu na wychodzenie do toalety”.

Przez lata PiS i PO budowali system, który był skierowany przeciwko ludziom pracującym. Dzisiaj rząd PiS i Małgorzata Kidawa-Błońska jednym chórem klaszczą pracownikom ze swoich wygodnych balkonów za to, że w przeciwieństwie do nich, nie siedzą na home-office na kanapie i nie klikają w Macbooka. Widok Mateusza Morawieckiego i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wychwalających ich poświęcenie przywodzi na myśl sceny z filmu Gladiator. Tam Rzymianie robili z niewolników gladiatorów, potem klaskali im i podziwiali ich waleczność gdy Ci “dzielnie” ginęli na krwawych arenach.

pracownicy mają zaciągnięte kredyty, nie chcą być zwolnieni, bo muszą jakoś wyżywić siebie i swoje rodziny

Zapewne pracownicy branży spożywczej, gdyby mogli w tym ciężkim czasie nie ryzykować życiem, ale być w domu z rodziną to by tam byli. Ale nie mogą, bo mają kredyty, bo nie chcą być zwolnieni, bo mają siebie i rodziny do wyżywienia.

Pojawia się jednak w tym wszystkim przebłysk nadziei. Chciałbym żeby na skutek tego skontrastowania przywilejów warstw społecznych które przyniósł koronawirus, ludzie przejrzeli na oczy i zobaczyli w jakiej rzeczywistości żyją.

Nie starczy poklaskać z balkonów. Doceńmy pracę tych osób poprzez zagwarantowanie im godnych wynagrodzeń i warunków pracy, sprawiedliwych umów, pełnych praw pracowniczych i wpuśćmy związki zawodowe tam gdzie ich brakuje. Pokażmy prawdziwą solidarność, a nie puste gesty.

Pracownikom supermarketów nie starczą oklaski z balkonu

Popularne

Do góry