Opinie

Krucjata Ordo Iuris przeciw aktywistom LGBT

Społeczeństwo obywatelskie to takie, w którym każda i każdy ma aktywny udział w życiu publicznym. Nie możemy pozwolić, by działania obywatelskie były ograniczane. Stąd też apeluję do wszystkich o budowanie solidarnej społeczności

fot fb/ Kamil Maczuga

Niedawno odbyła się konferencja prasowa Ordo Iuris, na której zapowiedziano pozwy wobec autorów Atlasu Nienawiści, w tym mnie. Atlas jest mapą, wskazującą lokalne samorządy, które przyjęły dyskryminujące uchwały w postaci rezolucji przeciwko „ideologii” LGBT lub Samorządowej Karty Praw Rodzin. Według prawników Ordo Iuris umieszczenie samorządów w Atlasie Nienawiści stanowiło naruszenie dóbr osobistych i domagają się od autorów zadośćuczynienia w postaci 20 tysięcy złotych oraz konferencji prasowej w PAPie i Parlamencie Europejskim.

Prawo pisane nie wprost

Samorządowa Karta Praw Rodzin to dokument obszerny, ale mało konretny. Znajdziemy w nim wiele wybiórczych odniesień do istniejącego prawa, w tym do szczególnej opieki państwa nad małżeństwem definiowanym jako związek kobiety i mężczyzny. Na podstawie tego fragmentu, zbudowany jest jeden z postulatów — wyłączenie możliwości przeznaczania środków publicznych i mienia publicznego na projekty podważające konstytucyjną tożsamość małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Ciężko odbierać to inaczej, niż po prostu zakaz finansowania i wsparcia dla organizacji LGBT. Karta zachęca również samorządy do monitorowania organizacji, z którymi szkoła współpracuje. Nad tym wszystkim ma czuwać rzecznik praw rodzin. Rzecznik ten ma dostać narzędzia do egzekwowania „praw rodzin” w przypadku naruszeń. Wyobraźmy sobie więc, że w szkole, na wniosek uczniów czy nauczycieli, będą miały się odbyć zajęcia antydyskryminacyjne, dobrowolne dla uczniów. Rzecznik praw rodzin, będzie mógł interweniować w takiej sytuacji i zapobiec tym zajęciom. 

Prawdziwą twarz dokumentu poznamy czytając przewodnik Ordo Iuris „Jak realizować Samorządową Kartę Praw Rodzin”. Wspomnianego rzecznika praw rodzin powinna wybierać np. organizacja, której cele statutowe skierowane są „na zwalczanie ideologii kwestionujących naturalną tożsamość małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny”.

Znajdziemy tam również projekt uzupełniającej uchwały, w której zawarta jest „zasada niedopuszczalności realizowania w przedszkolach, szkołach, bibliotekach i innych placówkach należących do systemu oświaty programów zakładających kwestionowanie naturalnej tożsamości małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny”.

W ten sposób bez wspomnienia akronimu LGBT można stworzyć dyskryminujący dokument. Nie jest to jednak jedyny postulat, z którym mam problem. Pojawia się tu niebezpieczna teza, że silne więzi rodzinne chronią przed przemocą, a programy przeciwdziałania przemocy w rodzinie, alkoholizmowi czy narkomanii powinny uwzględnić zasadę poszanowania integralności rodziny. Nie możemy zakładać, że w rodzinach przemocy nie ma, a tylko wyjątkowe sytuacje pozwalają na interwencje. Problem przemocy w rodzinach istnieje, w 2018 roku procedurę niebieskiej karty uruchomiono 88133 razy, a są to tylko te zgłoszone przypadki.

Niesprawiedliwą tezą jest również założenie, że świadczenia dla osób samotnie wychowujących dzieci są dyskryminacją małżeństw. W Polsce niemal co czwarta rodzina to tzw. rodzina niepełna, a problem niepłacenia alimentów dotyka ok. miliona dzieci w Polsce.

W świetle powyższych przykładów teza, że karta reprezentuje prawa rodziny wydaje się totalnie absurdalna. Problemy, z jakimi mierzą się rodziny to m.in nieodpowiednia opieka okołoporodowa, liczba miejsc w żłobkach dla zaledwie 10% dzieci w wieku żłobkowym, drugie miejsce w Europie pod względem liczby samobójstw nieletnich czy przemoc w rodzinie. Potrzebne są wzmocnienia prawne dla rodzin, ale ta karta zdaje się nie odpowiadać na nie.

Efekt mrożący

Reakcja aktywistek i aktywistów LGBT na uchwały przeciwko „ideologii LGBT” oraz Samorządowej Karcie Praw Rodzin były wykonane ogromnym nakładem pracy wykonywanej „po godzinach”. Razem z Kubą Gawronem oraz Mirką Makuchowską przedstawiliśmy temat obu dokumentów w Parlamencie Europejskim, czego efektem była rezolucja potępiająca uchwały. 

Zwracaliśmy uwagę na problematyczne kwestie, a europarlamentarzyści weryfikowali informacje i analizowali dokumenty przez miesiąc. Zwracam na to uwagę, ponieważ pojawiają się oskarżenia, że Parlament Europejski nie zweryfikował informacji, tylko przyjął to, co usłyszał od nas. Jest to stanowcza próba podważenia kompetencji europosłanek i europosłów.

W celu zwizualizowania skali problemu przyjętych dokumentów stworzyliśmy Atlas Nienawiści na podstawie obszernej bazy danych. Temat ten zainteresował światowe media i pozwolił na zwrócenie uwagi na homofobię w Polsce. Wielu polityków, organizacji czy samorządów przyjęło stanowiska potępiające dyskryminujące uchwały.

Był to ważny krok w polskiej historii LGBT, jednak nie wszystkim się to podobało. Ogłoszone pozwy wobec aktywistów i żądania wysokich kar, ciężko odbierać inaczej niż próbę zastraszenia. Nie jest to zresztą pierwsza próba zastraszania aktywistów — były wojewoda lubelski, Przemysław Czarnek, pozwał Tomasza Kitlińskiego za to, że nazwał jego zachowania homofobicznymi czy ksenofobicznymi.

Sprawa dotyczy nas wszystkich

Prawa osób LGBT to prawa człowieka i w idealnym świecie nie musielibyśmy o nie walczyć. Wiemy jednak, że rzeczywistość jest inna i aktywistki i aktywiści spędzają wiele dni swojego życia na walce o swoje prawa. 

Wraz z postępem, pojawiły się też nowe narzędzia do przeciwdziałania walce o prawa człowieka, w tym narzędzia prawne. Bez względu na wynik sprawy, pozwy prawne utrudniają pracę aktywistkom i aktywistom. Kosztuje to wiele nerwów i niepewności, ogranicza pracę i zmusza do przygotowywania się do procesu. Z pewnością nie będzie to ostatni proces wymierzony przeciwko działaczom. Nie można również zakładać, że zawsze będą to osoby LGBT. Istnieje wiele grup społecznych walczących o swoje prawa – kobiety, społeczność lokatorska czy osoby z niepełnosprawnościami, których głos próbuje się uciszyć. 

Społeczeństwo obywatelskie to takie, w którym każda i każdy ma aktywny udział w życiu publicznym. Nie możemy pozwolić, by działania obywatelskie były ograniczane. Stąd też apeluję do wszystkich o budowanie solidarnej społeczności. Ruchu siostrzeńsko-braterskiego, dzięki któremu ciężar walki o prawa człowieka nie leży na barkach kilku osób.

W tym konkretnym przypadku pozwu warto wesprzeć autorów atlasu, obrać konkretne stanowisko, zgłosić się do aktywistów z ofertą pomocy. Nie możemy zostawić bohaterskiej trójki samej w tej walce. Nie tylko ze względu na to, że podobne sytuacje mogą nas czekać w później, ale dlatego, że potrzebujemy solidarności.

Kamil Maczuga
Aktywista społeczny i członek partii Lewica Razem

Popularne

Do góry