Opinie

System przyznawania mieszkań komunalnych wymaga zmian

Prawo do mieszkania komunalnego mają osoby o niskich dochodach. O tym, jakie dochody są niskie, a jakie nie, decyduje gmina

Ludzie nie mają mieszkań nie dlatego, że są leniwi i mało zapobiegliwi, ale dlatego, że ich nie stać na kupno lub wynajem. W Gdańsku, mieście solidarności, tajemnica rozwiązania problemu z brakiem mieszkań tkwi w wadliwym systemie punktowym.

W ubiegłym roku Gdańsk przyjął nową uchwałę o zasadach wynajmowania mieszkań komunalnych. Bezpośrednią przyczyną była zmiana ustawy o ochronie praw lokatorów w kwietniu 2019 r. Polegała ona m.in. na zamianie kategorii lokalu socjalnego na najem socjalny, obowiązku znalezienia eksmitowanemu tymczasowego pomieszczenia (nie będzie go można przenieść do noclegowni lub schroniska), prawie do mieszkania bez względu na zameldowanie, umożliwieniu wstąpienia w najem lokalu socjalnego zajmowanego bez umowy. Ale nowelizacja wprowadziła też obostrzenia dotyczące sprawdzania sytuacji dochodowej lokatorów, podwyższania czynszu wraz ze wzrostem dochodów, obowiązku złożenia oświadczenia majątkowego, możliwości wypowiedzenia najmu po przekroczeniu limitu metrażu z obowiązkiem zapewnienia w takim wypadku mieszkania zastępczego. Sejm postanowił bowiem, że mieszkania z zasobu publicznego mają należeć się osobom, których nie stać na kupno lub wynajem. Samorządom pozostawił jednak dużo swobody w tej kwestii. Może za dużo?

Lepszy Gdańsk w czerwcu ubiegłego roku opiniował projekt tej uchwały, uznając niektóre rozwiązania za pozytywne, jak np. oczekiwana przez mieszkańców łatwiejsza „legalizacja” prawa do mieszkania w sytuacji, kiedy najemca umiera lub opuszcza mieszkanie, a osoby z nim mieszkające nie łapią się zgodnie z Kodeksem Cywilnym na najem z urzędu. Więcej jednak widzieliśmy w tej uchwale zagrożeń związanych z rzeczywistą realizacją prawa do lokalu komunalnego tych, którzy nie mają szans zdobyć mieszkania na rynku, czemu daliśmy wyraz w wielostronicowej opinii.

Mieszkanie komunalne dla niezamożnych czy mniej niż niezamożnych?

Prawo do mieszkania komunalnego mają osoby o niskich dochodach. O tym, jakie dochody są niskie, a jakie nie, decyduje gmina. Tak było przedtem i tak jest teraz. Gdańscy radni zadecydowali, że samotny mieszkaniec w 2020 r. nie może mieć więcej niż 2929,02 zł, żeby dostać takie mieszkanie, w dwuosobowym gospodarstwie na osobę nie może przypadać więcej niż 1802,47, trzyosobowym – 1426,96 zł/os., czteroosobowym – 1295,53 zł/os. (wykaz na str. UMG).

Co z tego wynika? Ano to, że jeszcze gdańszczanin samotnie gospodarujący i zarabiający nieco powyżej płacy minimalnej może zostać zakwalifikowany do kolejki po mieszkanie, ale młode małżeństwo, w którym oboje współmałżonkowie pracują za minimalną – już nie! Bo ma 1878 zł na głowę. Sytuacja „poprawia się” w sensie szansy na mieszkanie, jak pojawią się dzieci. Ale jak tu zakładać rodzinę, kiedy mieszkania nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie. O własnym lokum mogą zapomnieć te rodziny, których członkowie zarabiają nieco powyżej płacy minimalnej. Większą nadzieję mogą mieć natomiast gospodarstwa domowe, które utrzymują się ze źródeł pozazarobkowych, np. z zasiłków. Pracujące, niezamożne, zwłaszcza młode osoby zostały wykluczone z dostępu do publicznego zasobu mieszkaniowego.

Jednocześnie oceniając, kto pierwszy dostanie klucze do wyczekanego mieszkania, Miasto wysoko stawia tzw. aktywizację (praca, dodatkowa szkoła, kursy itd.). Paradoks polega więc na tym, że uznani za aktywnych prawdopodobnie przekroczą progi dochodowe, zaś nieaktywni zawodowo na pewno nie, ale nie zbiorą punktów za aktywność, bo czasami aktywni po prostu być nie mogą.

Niskie dochody to nie wszystko, liczą się jeszcze punkty

Ustawa stanowi, że rada gminy ustala, kto ma pierwszeństwo w przyznaniu mieszkania. Kiedyś to było dosyć proste i oczywiste: niepełnosprawność, zagrażające zdrowiu i bezpieczeństwu warunki mieszkaniowe itd. Teraz pierwszeństwo w Gdańsku będą mieli ci, którzy nazbierają najwięcej punktów. Za co? Za ukończenie 75 lat, ale samotny 75-latek dostanie 10 punktów, zaś w związku małżeńskim – tylko 6. Gorzej ma represjonowany w okresie PRL – 4 punkty. Na tyle samo dodatkowo może liczyć samotny rodzic, ale tylko dzieci małych lub starszych uczących się. Jak dzieciak dorosły i pracuje – przechlapane. Podobnie małżeństwa lub partnerstwa z dziećmi nic dodatkowo nie dostaną, oprócz 2 punktów na dziecko w każdej rodzinie. W przypadku niepełnosprawnych szału nie ma: max 6 punktów za znaczny stopień. Trzeba przyznać, że za czekanie 10 lat można dostać nawet 15 punktów. Smutna wiadomość dla tych, którzy dostali pomieszania od tych punktów jest taka, że to nie koniec. Jest jeszcze cały dział nazwany stosunkiem do aktywności zawodowej, do podnoszenia kwalifikacji i …wolontariatu, który trzeba odbywać „cyklicznie min. 10 razy lub przez okres 3 m–cy w okresie 2 lat przed dniem złożenia wniosku”. Bo przecież wiadomo, że to podejrzane, jeśli ktoś nie może sobie kupić mieszkania za kilkaset tysięcy albo wynająć za kilka tysięcy. Próżniak i musi wykazać swoją przydatność.

Jak Gdańsk chce rozwiązać problem braku mieszkań

Tajemnica rozwiązania problemu z brakiem mieszkań i wstydliwym defektem miasta solidarności – długą i niekończącą się w czasie kolejką czekających – tkwi w systemie punktowym. Prezydent ogłosi minimalną liczbę punktów na dany rok pod ilość mieszkań, którą dysponuje (tak jest w Uchwale!) i plan na dany rok zostanie dzielnie wykonany. Jeśli nie, to osoby, które nie otrzymały mieszkania, znajdą się na liście w następnym roku. Powstaje pytanie, co z tymi, którzy w żadnym roku nie nazbierają minimalnej ilości punktów, a mieszczą się w kryteriach dochodowych ustawy?

Nie wiadomo. A właściwie wiadomo. Nie mają szansy, bo to działa tak: mamy więcej uprawnionych niż mieszkań, no to ogłaszamy dodatkowe wymogi, czyli minimalną ilość punktów za różne okoliczności, wyrównując ilość oczekujących z ilością mieszkań. I tak co roku. Ci, którzy spełniają kryteria dochodowe do otrzymania gminnego lokalu, ale nie znaleźli się na rocznych listach, mogą zaledwie starać się o lokal do remontu (§ 16. ust 8), bagatela za 100–150 tys. (na tyle wyceniano remonty w ostatniej ofercie publicznej 15 – 19.06). W ten sposób ustawowa idea pierwszeństwa stała się sposobem na pozorne skrócenie kolejek, które prawdziwie ograniczyć można pozyskiwaniem nowych mieszkań, o czym pisaliśmy w opinii do projektu Uchwały, a co zresztą zgodne jest z Porozumieniem sygnowanym przez prezydenta Pawła Adamowicza w październiku 2018 r. (1900 lokali socjalnych, 380 średniorocznie).

Trzeci sposób na skrócenie kolejki

Nowa uchwała zobowiązała oczekujących na mieszkanie do aktualizacji wniosku według zmienionych zasad. 2 czerwca 2020 r. Wydział Gospodarki Komunalnej wezwał ich do złożenia dokumentów w okresie 14 dni od otrzymania pisma pod groźbą wyrzucenia z listy. Bagatela, sześciostronicowy formularz, trzy oświadczenia, pięciostronicowa karta kwalifikacji punktowej i 25 zaświadczeń. Oczywiście nie wszystkie zaświadczenia kolejkowicze muszą dostarczyć, bo to zależy od punktowanych wymagań, ale większość muszą. W warunkach utrudnień i ograniczeń w funkcjonowaniu firm, instytucji, urzędów, szkół, placówek, fundacji, etc., spowodowanych koronawirusem ludzie biegali po zaświadczenia, a tam pukali się w głowę. Jakby tego było mało, starający się o mieszkanie musi jakoś przekonać właściciela, u którego obecnie mieszka, do osobistego wypełnienia szeregu pozycji w formularzu wniosku, potwierdzonego podpisem.

W wielu przypadkach uwarunkowanych losowo jest to niezmiernie trudne, a czasami wręcz niewykonalne: np. z powodu konfliktu, nieobecności związanej z chorobą, pobytem właściciela za granicą itp. Żądanie dostarczenia wszystkich tych dokumentów w okresie 14 dni w warunkach pandemii – mimo że zgodne z uchwałą – jest po prostu okrutne. Tym bardziej że uchwała daje możliwość przedłużenia tego terminu, o czym WGK powinien był w swoim piśmie powiadomić, co jest praktyką postępowania w administracji. Jest też wielce prawdopodobne, że osoby, które odebrały pismo po 5 czerwca, nie mogły wziąć udziału w ofercie mieszkanie za remont w dn. 15–19 czerwca, bo warunkiem było złożenie nowego wniosku, a to już niedopuszczalne. 18 czerwca w imieniu Lepszego Gdańska zwróciłam się o przedłużenie terminów do prezydent Aleksandry Dulkiewicz. Na razie bez odpowiedzi.

Czy Gdańsk jest miastem solidarności? 

Ludzie nie mają mieszkań nie dlatego, że są leniwi i mało zapobiegliwi, ale dlatego, że ich nie stać na kupno lub wynajem, a powodem zadłużenia czynszowego nie we wszystkich przypadkach są lekceważenie i nieodpowiedzialność. To przeświadczenie legło u podstaw Porozumienia z prezydentem Pawłem Adamowiczem w 2018 r. Powołaliśmy Komitet Monitorujący, który w sprawach społecznych wprawdzie powoli, ale realizuje uzgodnienia. Natomiast uchwałę mieszkaniową, a zwłaszcza jej wdrażanie, trudno uznać za zgodne z duchem tego Porozumienia. Mimo wielokrotnych monitów Miasto nadal nie odstąpiło w postępowaniach eksmisyjnych od występowania o orzeczenie eksmisji bez prawa do lokalu socjalnego. A przecież Gdańsk jest miastem solidarności, tylko czy też tej przez małe „s”?

Tekst ukazał się na portalu trojmiasto.wyborcza.pl w dniu 30 czerwca 2020 r.

Popularne

Do góry