Opinie

Unia Europejska socjalna, a nie liberalna

wPunkt
Unia Europejska socjalna, a nie liberalna

Unia Europejska powinna w swoich działaniach wspierać zmniejszanie różnic społecznych i majątkowych na równi wśród wszystkich społeczeństw ją tworzących.

fot. Maryna Yazbeck / Unsplash

Spór polskiego rządu na wielu frontach z instytucjami UE rozpala znaczną część opinii publicznej w Polsce do granic czerwoności.

Jedni – strona rządowa i jej gorący zwolennicy i tzw. “eurosceptycy” – uparcie twierdzą, że to walka o polską suwerenność i że nie dało się tego uniknąć. Druga z kolei, czyli jak to lubią o sobie mówić – “euroentuzjaści” – mobilizują się pod hasłem “walki o przyszłość Polski w Unii” i “obrony europejskich wartości”. Sprzeciwiają się też ostro tzw. “polexitowi” – terminowi stworzonemu już jakiś czas temu przez PO i pozostałe środowiska liberalne, w tym media głównego nurtu. Czy jednak, z socjalistycznego punktu widzenia, jest się czegokolwiek obawiać? I czy jest to rzeczywiście spór o “przyszłość Polski”, czy może “obrona naszej suwerenności”?

Unia Europejska, jak również wiele innych organizacji międzynarodowych stawiających w swoich założeniach na obopólną partnerską współpracę i korzyści dla każdej ze stron, będące jednocześnie stabilizatorem w stosunkach międzypaństwowych – zapewniających pokój na świecie, są jak najbardziej słusznymi inicjatywami. Jednak, tego typu organizacje, UE bynajmniej nie jest tutaj wyjątkiem, mierzą się z pewnymi problemami wewnętrznymi. Nie są one w żadnym stopniu tworami idealnymi. Wymagają pewnych zmian, które na drodze płynnej i stanowczej ewolucji, rozwiążą problemy je trapiące.

Do takowych z pewnością można zaliczyć stosunkowo nieduży bezpośredni wpływ wyborców na organy decyzyjne UE. Jednak większym problemem, z punktu widzenia osoby o socjalistycznych przekonaniach, jest popieranie przez instytucje wspólnoty rozwiązań skrajnie wolnorynkowych. Dla przykładu, system dopłat i subsydiów na inwestycje w rozwój dla rodzimego rolnictwa w krajach członkowskich prowadzi koniec końców do koncentracji kapitału w prywatnych rękach niewielu.

Zdecydowanie bardziej pożądanym z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej jak i przyszłych cen na rynku żywności, powinno być większe wspieranie drobnych wytwórców zdrowej i ekologicznej żywności oraz podmiotów spółdzielczych. Rolnicze programy rozwojowe UE powinny też zabezpieczać zdecydowanie bardziej interes lokalnych wytwórców i dostawców żywności niż wielkie koncerny skupujące płody rolne oraz międzynarodowe sieci dyskontów oraz supermarketów, które to faktycznie dyktują ceny rolnikom jak i na końcu nam samym – konsumentom.

Unia Europejska wsparła rozwój infrastruktury wielu krajów, w tym zwłaszcza Polski. Mimo wszystko, poza rozwojem autostrad i sieci szybkich dróg, mile widziane byłyby większej ilości inwestycje w projekty publicznego transportu. Jest on mniej inwazyjny dla środowiska oraz bardziej dostępny dla osób mniej zamożnych. Oczywiście, to też w dużej mierze wielkie niedopatrzenie ekip rządzących Polską po 2004 roku, które to wolały skupić się w zdecydowanej większości na transporcie drogowym, pomijając przy tym osoby niezmotoryzowane oraz pozostawiając wiele miejscowości nadal bez szybkiego i nowoczesnego transportu kolejowego.

Często wysuwanym zarzutem jest także to, że UE w swoim funkcjonowaniu dzieli się na kraje członkowskie pierwszej, drugiej a nawet trzeciej prędkości. Z czymże, jak twierdzi wielu, realny wpływ na decyzje podejmowane na najwyższym szczeblu instytucji unijnych mają Niemcy a zaraz potem Francja. To prawda, że UE powinna położyć zdecydowanie większy akcent w swoich działaniach na podejmowanie decyzji kolektywnie w możliwie jak najszerszym gronie, godząc przy tym możliwie jak najbardziej sprawiedliwie stanowiska i interesy wszystkich jej członków.

Wspólnota europejska musi też przestać promować zależności czysto rynkowe, które doprowadzają do wytworzenia ewidentnej podmiotowości i hierarchizacji zarówno gospodarczej jak i w następstwie tego politycznej oraz czysto znaczeniowej we wspólnocie. Ideą Unii powinno być przede wszystkim kolektywne działanie na wielu obszarach oraz równanie w górę standardów ekonomicznych w każdym państwie wspólnoty. Odbywać się to powinno przede wszystkim na poziomie wsparcia dla inicjatyw spółdzielczych, infrastrukturalnych, regionalnych oraz lokalnych. Z położeniem nacisku na rozwój wysokiej jakości usług publicznych w każdym kraju członkowskim.

Tymczasem, wywołany niejako przez butę i arogancję PiS spór z Unią Europejską na skutek ewidentnej chęci całkowitego podporządkowania sobie władzy sądowniczej, oraz odpowiedź ze strony tzw. liberalnego obozu opozycji pod sztandarem przewodniczącego PO Donalda Tuska, wykrzywia ogląd na całą sprawę. Polaryzuje to też społeczeństwo, upraszcza oraz spłyca kontekst i niuanse. Droga do wystąpienia Polski ze struktur Unii Europejskiej jest nawet na obecnym etapie bardzo daleka, a i z pewnością niezwykle skomplikowana. Pokazuje to dobitnie przykład Wielkiej Brytanii.

Drodzy (neo)liberałowie, spokojna wasza głowa, Polska nie wyjdzie z UE. I wie o tym dobrze PiS, które gra kartą sporu z UE na wielu frontach na raz. To gra pozorów, żeby jedynie zaspokoić pewne grupy społeczne, które są zdecydowanie przeciwne członkostwu w Unii, a które PiS chciałoby pozyskać jako przyszłych wyborców. Nie jest ich dużo, co dobrze pokazują nam ostatnie badania opinii publicznej, gdzie poparcie społeczne w Polsce dla bycia częścią wspólnoty utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie ok. 80%. Kierownictwo partii rządzącej najwyraźniej często zerka na tego typu badania.

Spór z UE w kwestii homofobicznych uchwał sejmików i samorządów dot. tzw. “stref wolnych od LGBT” rządzonych przez PiS-owską większość, zakończył się zaraz po tym jak organy unijne oznajmiły, że wstrzymana zostanie wypłata środków na inwestycje i lokalne programy rozwoju z funduszy UE. Niestety, ale po wielu próbach, ostatecznie jedynie realna groźba utraty pieniędzy, bez których liczne samorządy nie mają możliwości realizować inwestycji publicznych, skłoniła miejscowe władze do ustępstwa.

W przypadku zablokowanych środków z Funduszu Odbudowy, z dużym prawdopodobieństwem będzie tak samo. Pytaniem jest tylko, jak długo to potrwa i jaką cenę zapłaci za to ostatecznie polska gospodarka, a na samym końcu zwykli pracujący obywatele i obywatelki. Nie jest tajemnicą, że najpierw wielkie obietnice rządu dotyczące planowanych inwestycji i programów rozbudziły apetyt wielu branż, a na koniec w przypadku braku środków zawiedzione oczekiwania mogą mieć negatywny wpływ na gospodarkę kapitalistyczną, w której przychodzi nam niestety na co dzień żyć.

Na koniec, to jednak ludzie pracy najbardziej będą odczuwać to, że rząd zamiast dbać o ich dobrobyt, woli grać dyplomatycznie i wizerunkowo na sporze z instytucjami unijnymi. Podobnie zresztą jak robi to w przypadku umierających z głodu i wychłodzenia ludzi na granicy.

Nie lepiej i nie mniej cynicznie postępują środowiska liberalne i sprzyjające im media. Straszenie “polexitem”, podobnie jak PiS robi to wykorzystując uchodźców i UE, ma za zadanie spolaryzować społeczeństwo, zaangażować je w jałowe spory lub sztucznie stworzone problemy, żeby na koniec odwieść je od dostrzegania aktualnych problemów. Takich jak np. upadająca na naszych oczach i skrajnie niedofinansowana publiczna ochrona zdrowia, rosnąca liczba zachorowań na COVID-19, porażka programu szczepień oraz związana z tym niska wyszczepialność społeczeństwa czy protestujący i źle funkcjonująca oświata ze źle opłacanymi nauczycielami na czele.

Tak właśnie na naszych oczach dwa z pozoru wrogie sobie obozy prawicowe (jeden konserwatywny i narodowo-katolicki a drugi ewidentnie (neo)liberalny i centroprawicowy/konserwatywno-liberalny) rozgrywają opinię publiczną a pomagają im w tym zależne od nich media lub te, które sympatyzują z nimi lub robią to ze względu na interesy ich właścicieli, którym zachowanie obecnego porządku gospodarczo-społecznego jak najbardziej odpowiada lub chcą, żeby było po prostu “jak dawniej”.

Pójście na wydarzenia organizowane z inicjatywy przewodniczącego Tuska i machanie tam flagą UE, śpiewanie “Ody do radości” czy słuchanie okrągłych zdań o “europejskich wartościach” absolutnie nic nie zmieni. Nie ma żadnych konkretów i dobrych powodów, żeby wbrew upartości liberalnych mediów ludzie w Polsce mieli motywację, żeby się tam pokazać. Liberalne media same stworzyły obraz chochoła – polexitu -, który atakują. Z kolei PiS straszy złą UE i uderza przy tym w ksenofobiczne nastroje mówiąc o Niemcach, którzy chcą zagrozić Polsce czy oskarżając cierpiących na granicy ludzi, zresztą cierpiących z winy rządu, o bycie zagrożeniem dla Polaków.

Mądrość entuzjasty integracji europejskiej polega na tym, że wie on, iż instytucja UE ma swoje wady. Podchodzenie do niej bezkrytycznie, a wręcz wiernopoddańczo nie ma większego sensu i jest wręcz szkodliwe, bo daje paliwa różnej maści nacjonalistom oraz faszystom, których niestety nie tylko w Polsce ostatnimi czasy nie brakuje. Unia Europejska w zamyśle była wewnętrznym europejskim projektem mającym na celu zapewnić stabilizację i pokój na kontynencie po tragedii kilku wieków wojen między narodami, państwami oraz religiami, a przede wszystkim po dramacie dwóch ostatnich wojen światowych.

UE powinna, tak samo jak i pojedyncze jej państwa składowe, odejść od neoliberalnych dogmatów wolnorynkowych, z powodu których nadal niewielu może liczyć na życie w dostatku. Unia Europejska powinna w swoich działaniach wspierać zmniejszanie różnic społecznych i majątkowych na równi wśród wszystkich społeczeństw ją tworzących. Pokój, godna praca – godna płaca, socjalizm! Unia socjalna, a nie liberalna!

Tekst pierwotnie ukazał się na stronie “Czerwonej Młodzieży OM PPS”.

Popularne

To Top