Opinie

Wspólny europejski front przeciwko koncernom farmaceutycznym

Firmy farmaceutyczne powinny odczuć, że gra, której próbują, nie opłaca się, bo Unia jest partnerem potężnym i na lata.

fot. flickr/Stephen Bingham

Niestety znów mamy ponad 12 tys. zakażeń na dobę i ponad trzystu zmarłych. Trzecia fala pandemii jest faktem. A skoro tak, to – co oczywiste – robi się nerwowo nie tylko wokół programu szczepień, ale też wokół całej służby zdrowia. Trudno udawać, że wszystko idzie w jak najlepszym porządku. W takich okolicznościach tym łatwiej wychodzą na wierzch wszystkie mankamenty systemu opieki zdrowotnej. Nie sposób się nie denerwować, gdy liczba zmarłych bije powojenne rekordy, a jednocześnie liczba urodzeń również, tyle, że à rebour – jest najniższa od wojny.

Najłatwiej przychodzi oczywiście obwinianie o tę sytuację Unię Europejską – że podpisała z koncernami farmaceutycznymi złe kontrakty, że źle rozdzieliła szczepionki między poszczególne kraje i, że najlepiej byłoby odwołać szefową Komisji Europejskiej, bo to ona „za wszystko odpowiada”. Taki postulat expressis verbis zgłaszają niektórzy europosłowie, także z PiS-u. Komisja Europejska jest pod ostrzałem prasy, z której do najsurowszych należy bodaj prasa niemiecka pisząca wprost o błędach Unii zwłaszcza, gdy spojrzy się na świetną organizację i niebywały postęp szczepień w Wielkiej Brytanii. Ma to szczególnie symboliczne znaczenie, bo przecież Wlk. Brytania dopiero co opuściła Unię. Jej sukcesy w zakresie szczepień obywateli oglądane są więc przez pryzmat korzyści, jakie wyniosła zrywając z Unią.

Mimo wszystko uważam jednak, że należy zachować zimną krew i trzeźwe spojrzenie. Kolejny raz mamy bowiem do czynienia z taką sytuacją, że jeśli w jakimś kraju jest sukces, to jest zasługa rządu tego kraju. Jeśli jednak mamy do czynienia z kłopotami, wtedy odpowiedzialność spada wyłącznie na Unię Europejską i na Komisję Europejską. A przecież trudno mówić o sukcesie, skoro przez Europę, nie tylko przez Polskę, przewala się trzecia fala koronawirusa, kiedy znów trzeba ogłaszać restrykcje i wracać do serdecznie przez wszystkie społeczeństwa nienawidzonych zakazów.

W tej sytuacji nie sposób oprzeć się wrażeniu, że koncerny farmaceutyczne chcą tę sytuację wykorzystać i coś na UE wymusić. Ograniczenia w dostawie szczepionek poniżej już uzgodnionych limitów są co najmniej zastanawiające. Mamy chyba do czynienia z próbą wykorzystania przez koncerny przewagi monopolistycznej. Nie jest przy tym bez znaczenia, że wszyscy działają pod presją czasu, każdy chciałby uzyskać szczepionki jak najszybciej i jak najlepsze. Czy nam się podoba, czy nie, taka właśnie „zaradność” jest teraz miarą sukcesu politycznego.

Tym bardziej więc uważam, że zamiast nawzajem się obwiniać i próbować przechytrzać, potrzebny jest wspólny, europejski front przeciwko firmom farmaceutycznym. One powinny odczuć, że gra, której próbują, nie opłaca się, bo Unia jest partnerem potężnym i na lata. Można odnieść duże korzyści współpracując z nią uczciwie, ale można też na lata stracić reputację mierzoną konkretnymi, bolesnymi stratami ekonomicznymi wynikającymi z braku współpracy.

Odradzałbym również (zwłaszcza politykom) łatwą krytykę, bezrefleksyjne oskarżanie Unii o opieszałość i ślamazarne radzenie sobie z pojawiającymi się nagle trudnościami. Jest wręcz przeciwnie – w minionym trudnym, pandemicznym roku KE ma po swojej stronie niewątpliwe osiągnięcia.
Nie zapominajmy na przykład o wydawanych właściwie od ręki zgodach na wykorzystanie w walce z Covidem pieniędzy unijnych, które wcześniej przydzielone na jakiś inny cel, a niewykorzystane, musiałby by być zwrócone do kasy. Polska sporo na tym zyskała. Uruchomiono też innego rodzaju wsparcie finansowe, udzielane bez zbędnych biurokratycznych oporów i biurokratycznych barier krepujących sferę zamówień publicznych, po to, żeby na walkę z pandemią można było z tego korzystać praktycznie natychmiast.

KE sprawiła też, że certyfikowanie szczepionek przez Europejską Agencję Leków było maksymalnie skrócone, oczywiście bez szkody dla jakości i bezpieczeństwa tych leków. Nie zapominajmy również o wspólnych zakupach, co oznaczało niższą cenę – jak zawsze, kiedy odbiorca jest duży i dużo kupuje. Dopowiem, że w całym procesie negocjacji cen, wielkości transz i terminów dostaw przedstawiciel Polski miał prawo i obowiązek brać czynny udział. Czy brał – nie chciałbym powtarzać czegoś, czego sam nie wiedziałem, ale mówi się, że ta obecność była w kratkę.

To wszystko nie oznacza oczywiście raju na ziemi. Producenci widocznie uznali, że skoro mają zakontraktowane zamówienia, leki, że tak powiem „wykupione na pniu” i rządy poszczególnych państw patrzące im proszalnie w oczy, to mogą już dyktować nowe, nieuzgodnione wcześniej warunki. Zaczęli zachowywać się jak typowi monopoliści. No, ale takie próby w stosunku do 27 państw liczących 400 mln. ludzi nie mogą uchodzić bezkarnie. Komisja Europejska, monitowana przez Parlament Europejski, zwróciła się do producentów z żądaniem realizacji umów już zawartych. Rozważa się też przyjęcie w ramach regulacji gospodarczych skutecznych rozwiązań zwalczających praktyki monopolistyczne. Mamy takie możliwości.

Zaczęła się więc dosyć szczególna gra, bo zanim Unia nie uzbroi się w nowe możliwości produkcyjno-organizacyjne, dotychczasowi dostawcy mają argumenty w ręku. Mogą zmniejszać dostawy, co zawsze wywołuje krytykę, która jednak nie spada na nich, tylko na polityków. Politycy zaś mają co prawda w ręku groźby ograniczenia zakupów u wiarołomnych producentów, ale w przyszłości.

Powinniśmy więc raczej uciekać od populistycznej krytyki KE, niż ją nasilać, bo może to nie służyć naszym własnym interesom, czyli otrzymywaniu szczepionek po rozsądnej cenie i zgodnie z uzgodnioną wielkością dostaw.

Z tej sytuacji płynie oczywiście bardzo ważna nauka na przyszłość. Taka mianowicie, że nie wszystko powinno podlegać prawom rynku. Czyli liberalizm tak, ale w dziedzinach, że tak powiem „czułych społecznie” – nie. Ludzkie zdrowie jest ważniejsze niż gra rynkowa. Dlatego między innymi w ramach planu odbudowy gospodarki Unii po pandemii, chcemy przeznaczyć znaczące kwoty na rozwój i badania w dziedzinie medycyny, po to, żeby mieć własny, nakierowany na potrzeby zdrowia obywateli UE, silny europejski potencjał farmaceutyczny, łącznie z zapleczem naukowym. Nie chodzi przecież tylko o Covid, ale w ogóle o zdrowie Europejczyków. To daje szanse, żeby także nasz przemysł farmaceutyczny, a także nauka, polska medycyna, nasze ośrodki naukowe pracujące nad nowoczesnymi rozwiązaniami, spróbowały się w to włączyć. Jesteśmy społeczeństwem ludzi bardzo zdolnych, twórczych, niechże więc nas przy tym nie zabraknie. Niech te nasze talenty też będą wykorzystane i zaangażowane w najnowocześniejsze rozwiązania medyczne. Trzeba zrobić wszystko, żebyśmy jako Unia mieli przygotowany i gotowy, niekoniecznie do natychmiastowego wykorzystania w całości, potencjał farmaceutyczny. Gotowy naukowo, technologicznie i pod względem produkcyjnym do stawienia czoła wszelkim, także tym jeszcze nieznanym zagrożeniom pandemicznym. Covid udowodnił, że niebezpieczeństwo czai się za rogiem i nie widomo, kiedy może uderzyć.

Tekst pierwotnie ukazał się na Trybuna.info.

Popularne

Do góry