Opinie

Życie kredyciarza jest życiem na krawędzi

wPunkt
Życie kredyciarza jest życiem na krawędzi

Lokatorzy prawa sobie wywalczyli, kredyciarzy to nie interesowało.

fot. unsplash/ redakcja

Na jednym z „blogów ekonomicznych” przeczytałem tytuł: „Padłem, gdy bank wyliczył, że rata spłacanej przeze mnie hipoteki skoczy z 1300 do 4400 zł”.

To mały klikbait, bo jak się okazuje, rata autorowi po ostatnich podwyżkach stóp procentowych podniosła się w stosunkowo niewielkim stopniu. Jednak, słusznie zresztą, szykuje się na „ratę hipoteki w wysokości 2000 zł”. 4400 zł to wyliczenia pracownicy banku, która ostrzegała kredytobiorcę przed taką możliwością w pewnych okolicznościach. Żeby klient nie twierdził, że nie zdawał sobie sprawy w co wchodzi.

Autor w tekście rozpacza: „Inflacja nie zwalnia i coraz bardziej pustoszy nam portfele. A do tego wszystkiego jeszcze te podwyżki stóp procentowych”.

Tak właśnie to wygląda i inflacja ze stopami procentowymi jest związana, bo NBP tradycyjnym zwyczajem próbuje ją zdusić podnosząc stopy procentowe.

Podsumowując, autor obudził się w kapitalizmie. Wiele osób, próbuje żyć niczym klasa średnia, bo tak mu obiecują foldery reklamowe. Tymczasem prawda jest taka, że przeciętny człowiek, a nawet taki, który zarabia faktycznie w okolicach średniej krajowej, w obecnym systemie zawsze narażony jest na konkretne ciosy.

Ludzie w Polsce uwierzyli masowo, że mogą mieć własne mieszkanie. Z tych marzeń skorzystały banki, oferując kredyty. Tymczasem w obecnych, niestabilnych czasach taki „kredyciarz” może bardzo łatwo wypaść nie tylko z przegródki „klasa średnia”, ale w pewnych niesprzyjających okolicznościach w ogóle zostać zmieciony z planszy.

Obawiam się, że ta kategoria pozornych „właścicieli mieszkań” coraz częściej będzie się w przyszłości pojawiać z prośbą o pomoc od organizacji lokatorskich. Choć formalnie rzecz biorąc lokatorami nie są, a kredyt miał być ucieczką od opłat czynszowych. Tymczasem w przypadku kredyciarzy mamy mniej narzędzi do obrony w przypadku licytacji mieszkania. Lokatorzy prawa sobie wywalczyli, kredyciarzy to nie interesowało za bardzo.

Ale zanim nadchodzi licytacja, pojawiają się też inne problemy. Stres, lęki, choroby psychosomatyczne. To w następstwie wpływa na „wydajność pracy”, a czasem wręcz niezdolność do pracy w przypadku np. depresji. To jeszcze bardziej pogarsza sytuację takiej osoby i bliskich.

Niestety ten „dobrobyt” jest często tylko złudzeniem, obrazkiem z reklamy. Można by te problemy ograniczyć za pomocą rozmaitych sieci bezpieczeństwa, np. zdrowego mieszkalnictwa komunalnego. Ale wiadomo, że włodarzom się to „nie opłaca”, a przeciętny obywatel nie myśli o problemach i bezpieczeństwie, dopóki nie pojawi się realne zagrożenie. A nawet wtedy nie zawsze.

Tylko czasem niektóre osoby budzą się w nocy bojąc się czy na pewno wystarczy na ratę kredytu. Tylko co można zrobić w świecie w którym dominują indywidualne strategie przetrwania? Niewiele, ale można by np. takie strategie porzucić na rzecz takich opartych o wzajemne wsparcie.

W razie kłopotów. W razie czego. W razie jakby ta rata jednak wzrosła do czterech tysięcy. Popularny tutaj model „jakoś to będzie”, „poradzę sobie sam”, najczęściej nie działa. Chyba, że ktoś ma duży majątek.

Artykuł pierowtnie ukazał się na WolneLewo

Popularne

To Top