Polska

Ofiar zakazu aborcji jest więcej. “Moja żona też zmarła. Kazali jej rodzić martwe dziecko”

wPunkt
Ofiar zakazu aborcji jest więcej. “Moja żona też zmarła. Kazali jej rodzić martwe dziecko”

Sprawa pana Łukasza i jego żony przypomina śmieć 30-letniej Izabeli z Pszczyny. Jednak jest między nimi podstawowa różnica.

fot. OSK/ fb

“Moja Ania też zmarła w 5. miesiącu ciąży w szpitalu. Też wstrząs septyczny. Leżała całą noc na oddziale i kazali jej rodzić martwe dziecko” – mówi w rozmowie z Onetem pan Łukasz. Jego żona zmarła w szpitalu w Świdnicy. Trwa śledztwo prokuratury w tej sprawie.

Do tragedii, o której opowiedział nam pan Łukasz, doszło 13 i 14 czerwca tego roku w szpitalu “Latawiec” w Świdnicy w woj. dolnośląskim. Jego żona Anna w niedzielę, ok. godziny 20 dostała lekkiej gorączki. Kobieta była w ciąży. Czuła się coraz gorzej, więc z uwagi na dziecko pojechała z mężem do szpitala.

“Ok. godziny 23 byliśmy już na oddziale ginekologicznym. Podczas przyjęcia, po badaniach, lekarz stwierdził, że dziecko nie żyje” – opisuje pan Łukasz, mąż kobiety.

To był dla nich szok. Szczególnie, że cztery dni wcześniej para była prywatnie u lekarza, który prowadził ciążę. Ten sam specjalista – jak dodaje pan Łukasz – jest też ordynatorem ginekologii w świdnickim szpitalu. Wówczas wyniki USG były dobre. Serce dziecka biło.

“W szpitalu stan Ani pogarszał się, miała 40 stopni gorączki. Było jasne, że wiąże się to z sepsą. Personel szpitala wiedział o tym, mimo wszystko kazali jej rodzić martwe dziecko. Podali leki na wywołanie porodu” – opowiada.

Kobieta była osłabiona, ale świadoma. Ból nie ustępował. Jak relacjonuje pan Łukasz, do wczesnych godzin porannych wymieniał z żoną wiadomości, kobieta rozmawiała też przez telefon z siostrą. Niedługo później jej stan pogorszył się jeszcze bardziej. Szpital podał później, że pacjentka zmarła tego samego dnia około południa. Kilkanaście godzin po przyjęciu.

“Dlaczego nie robili cesarki, gdy życie mojej żony było zagrożone? Nawet na wypisie napisali, że przyjęto ją z podejrzeniem wstrząsu septycznego. Dlaczego kazali jej rodzić martwe dziecko?” – rozkłada ręce mężczyzna.

“Jak próbowano pomóc żonie? Zastosowano tylko rutynowe leki. Ania z rozwijającą się sepsą leżała tracąc zdrowie. Chcieli ją przetrzymać do rana, bo wtedy przychodził z urlopu jej lekarz prowadzący. Ale niestety organizm nie wytrzymał. Straciłem żonę i córkę” – nie ukrywa łez pan Łukasz.

Kiedy media informowały, że kobieta nie doczekała pomocy, szpital wydał oświadczenie w tej sprawie. Placówka podała, że po przyjęciu na oddział “wdrożono szeroką diagnostykę i leczenie”.

– Pomimo intensywnych działań nad ranem doszło do nagłego pogorszenia stanu pacjentki. Niestety działania podejmowane przez lekarzy i pielęgniarki nie przyniosły efektu i pacjentki nie udało się uratować – poinformowano.

– Pacjentka nie oczekiwała na udzielenie pomocy w SOR, ani w żadnym innym miejscu, a niezwłocznie po zgłoszeniu się pacjentki do szpitala przystąpiono do udzielania jej świadczeń, w zgodzie z obowiązującymi procedurami – dodano.

Sprawą śmierci młodej kobiety zainteresowała się prokuratura. Śledczy zabezpieczyli dokumentację medyczną i starali się m.in. o przeprowadzenie sekcji zwłok. Okazało się, że było już za późno. Ciało pacjentki zostało skremowane. Szpital odstąpił od wykonania sekcji.

Prokurator Rejonowy w Świdnicy Marek Rusin potwierdził w rozmowie z Onetem, że sprawy dotyczące najpoważniejszych przestępstwa w zakresie błędów lekarskich, ze względu na swoją wagę i zawiłość, przekazywane są do prokuratury regionalnej.

“W Prokuraturze Regionalnej we Wrocławiu jest prowadzone śledztwo w sprawie zgonu kobiety, pacjentki szpitala “Latawiec” w Świdnicy. Postępowanie zostało wszczęte i jest prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonej” – przekazała nam Katarzyna Bylicka, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu.

Za kilka dni pan Łukasz spotka się z prokuratorem, by odpowiedzieć na kolejne pytania.

“Muszę zrobić wszystko, aby śmierć mojej żony i córki nie poszła na marne. By inne kobiety miały lepsze doświadczenia i mogły żyć” – mówi.

Sprawa pana Łukasza i jego żony przypomina śmieć 30-letniej Izabeli z Pszczyny. Jednak jest między nimi podstawowa różnica. Do szpitala w Pszczynie Iza trafiła z powodu odpłynięcia płynu owodniowego, z żywą ciążą, ale z płodem z wadami genetycznymi, w sytuacji odpłynięcia wód bez szans na przeżycie. Mimo to, lekarze nie zdecydowali się na przerwanie ciąży, żeby ratować życie kobiety. Płód obumarł, ale 30-latki z zakażeniem septycznym nie udało się uratować. Sprawę bada prokuratura, a cała sytuacja wywołała kolejną falę dyskusji o prawie aborcyjnym, które zostało w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego drastycznie zaostrzone i należy do najbardziej radykalnych na świecie.

Przypadek ze Świdnicy jest o tyle inny, że pacjentka trafiła do szpitala już z obumarłym płodem. Ale lekarze w Polsce niejednokrotnie i tak każą w takiej sytuacji rodzić martwy płód i bynajmniej nie zawsze decydują się na interwencję chirurgiczną. W Świdnicy skończyło się śmiercią młodej kobiety i tę sprawę także będzie badać prokuratura.

Popularne

To Top