Polska

Powierzchowna pamięć. Wywiad z Adrianem Zandbergiem

Robotnicy stanowili znaczną część ludności Warszawy, a więc i powstańców.

Fot. fotoserwis koalicyjnego klubu lewicy

Nie chcę się wdawać w fantazjowanie, “co by było gdyby”. To bezcelowe. Myślę natomiast, że warto przypomnieć, o jaką Polskę walczyła Armia Krajowa – mówi Adrian Zandberg w wywiadzie _wPunkt.

Powstanie to był szalony romantyzm, ułańska szarża, która skończyła się piekłem? Czy może to właśnie jest źródło wolności, bez którego nie byłoby niepodległej Polski? Co roku wraca ten spór. Jaka jest ocena lewicy?

Adrian Zandberg: Spór robi się z roku na rok coraz bardziej rytualny i chyba coraz mniej z niego wynika. Dziś łatwo mówić o ułańskiej fantazji czy krytykować decyzję podjętą w oparciu o błędne informacje. Ale masowe rewolucje czy powstania nie wybuchają tylko dlatego, że jakaś mała grupa coś sobie postanowi. Powstanie to był taki właśnie bunt po latach upodlenia. Każda plotka o nadchodzącej Armii Czerwonej wzbudzała nadzieję, że to już koniec koszmaru. Gniew i chęć zemsty na Niemcach za okupacyjne zbrodnie były powszechne. To były realne, masowe emocje.

Nie chcę się wdawać w fantazjowanie, “co by było gdyby”. To bezcelowe. Myślę natomiast, że warto przypomnieć, o jaką Polskę walczyła Armia Krajowa. O tym się dzisiaj dziwnie rzadko wspomina. Zygmunt Zaremba, jeden z przywódców podziemia, pisał po latach, że Powstanie to był nie tylko bunt przeciwko okupantowi, ale też rewolucja społeczna. Manifesty podziemnych władz zapowiadały bardzo głębokie zmiany: zmniejszenie różnic dochodowych i majątkowych, reformę rolną, uspołecznienie znacznej części przemysłu, demokrację nie tylko polityczną, ale i gospodarczą.

Kilka dni temu partia Razem opublikowała, jak co roku, fragmenty Testamentu Polski Walczącej. Opublikowaliśmy je bez tytułu. Internet zagotował się od oburzenia prawicy. Dziennikarze i politycy z tamtej strony rzucili się do atakowania tych, w ich przekonaniu, “komunistycznych bredni”. Trudno chyba o bardziej wymowny przykład, jak powierzchowna jest dziś pamięć o Państwie Podziemnym. I jak daleko od AK są dziś ci, którzy najchętniej wymachują powstańczą kotwicą i twierdzą, że ten symbol stanowi ich własność.

Niedawno obchodziliśmy kolejną, 115 rocznicę stracenia bojowca PPS Stefana Okrzei. W Powstaniu Warszawskim był batalion jego imienia. To postaci zupełnie dziś niemal zapomniane. Przez lata historia lewicy kojarzyła się głównie z PRL. Dlatego?

IPN zrobił wiele, żeby pamięć o nich zmarginalizować. Jeśli się pojawiają, to z wygumkowanymi biogramami, z których nie sposób się dowiedzieć, że byli socjalistami czy o jaką Polskę walczyli. To prowadzi do komicznych wręcz efektów. O socjaliście Pużaku pisze się tak, że nieuważny czytelnik mógłby go uznać za działacza Akcji Katolickiej. W prawicowych głowach jakoś nie może się zmieścić, że na czele Polskiego Państwa Podziemnego stał człowiek, który w 1917 roku uczestniczył w rewolucji październikowej. I którego stalinowski reżim nienawidził właśnie za to, że był niezależnym socjalistą.

Prawica miała łatwe zadanie, bo mało kto stawiał im opór. Ale to się już skończyło. To zresztą nie tylko kwestia historii Powstania. Od Tadeusza Kościuszki po “List Otwarty do Partii” – polska lewica ma wspaniałą historię. To wiele pokoleń ludzi, którzy walczyli o Polskę nie tylko wolną, ale też demokratyczną i sprawiedliwą społecznie. Bojowcy PPSu i Bundu, ale też emancypantki, twórcy spółdzielczości, naukowcy, związkowcy zasługują na pamięć.

Dbamy o nią, także w Sejmie. Wspomniał pan Okrzeję – w lipcu minęła kolejna rocznica jego śmierci na Cytadeli. Dziewiętnastoletni socjalista podjął walkę z carskim okupantem wtedy, gdy konserwatywne elity wolały kolaborować z zaborcą. Niepodległa Polska ma dług wobec ludzi takich jak Okrzeja. Warto, żeby w końcu zaczęła go spłacać. Czekamy, aż marszałek Witek zdecyduje się w końcu procedować uchwałę Koalicyjnego Klubu Lewicy w tej w sprawie.

Powstanie było też mobilizacją robotników. Istniały nawet kompanie takie tak Wysocki-Philips, którą tworzyli robotnicy pracujący w tych zakładach. Jaką rolę odgrywali w walkach robotnicy?

Robotnicy stanowili znaczną część ludności Warszawy, a więc i powstańców. To nie tylko legendarny, robotniczy batalion im. Okrzei na Woli. Takich oddziałów Powstańczego Pogotowia Socjalistów było oczywiście wiele, w powstaniu walczyli też syndykaliści, związkowcy. Rzadziej mówi się o tych, którzy po prostu pracowali, często pod ostrzałem, w niesamowicie ciężkich warunkach. Powstańcze enklawy mogły przecież istnieć tylko dzięki ofiarnej pracy tych robotników, m.in. z elektrowni na Powiślu. Bez nich upadły by dużo szybciej.

A Armia Ludowa? Przy okazji dyskusji o alei Lecha Kaczyńskiego znów odżył spór na jej temat. Czy rola w Powstaniu organizacji takich, jak AL, jest niedoceniana czy przeceniana?

To był powszechny bunt przeciwko niemieckim okupantom. Brały w nim udział także bataliony Armii Ludowej. Choć to akurat nie moja tradycja polityczna, to myślę, że trzeba to powiedzieć: próba wymazania z historii “czwartaków” czy innych oddziałów, które nie pasują do wizji forsowanej przez obecny rząd, jest nieuczciwa. Ci żołnierze oddali życie, walcząc z nazistami. Oczywiście, że zasługują na pamięć. Zasługują także na swoją ulicę w stolicy.

W jakich uroczystościach będzie Pan uczestniczył, w związku z PW?

Jak co roku będę na uroczystościach w Parku Dreszera, gdzie odbywają się obchody rocznicy powstania na Mokotowie. Delegacja Razem będzie też oczywiście brać udział w obchodach centralnych, ograniczonych w tym roku ze względu na epidemię.

Razem organizuje też czytanie “Pamiętnika z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego. Historia przedstawiona przez Białoszewskiego jest daleka od apoteozy bohaterstwa. Czemu akurat ten tekst?

Bo Powstanie to także cierpienie cywilnej Warszawy. Nie tylko walka z Niemcami, ale też zwykła walka o przetrwanie, ukrywanie się w piwnicach, coraz większe trudności ze zdobyciem wody i jedzenia, choroby i śmierć. Wielka tragedia miasta i jego mieszkańców, która w ostatnich latach niknie gdzieś w tle. A szkoda, bo bez tego obraz przeszłości jest niepełny. Dlatego warszawska organizacja Razem od kilku lat organizuje na Placu Powstańców publiczne czytanie Białoszewskiego. Biorą w nim udział także sami uczestnicy tamtych wydarzeń. Nasza historia to nie tylko historia żołnierzy i przywódców, to także historia zwykłych ludzi. Warto o tym przypominać.

ADRIAN ZANDBERG jest posłem na Sejm i jednym z liderów parlamentarnej Lewicy, a także członkiem Zarządu Krajowego partii Razem.

Popularne

Do góry