Magazyn

Szkoła w Berezówce – potencjał miłości i zaangażowania

Hulia: “Nie możemy ujednolicać dzieci. Porównywanie dziecka, które miało wspaniałe dzieciństwo i chodziło od pierwszej klasy do polskiej szkoły z zagubionym dzieckiem czeczeńskim, które jeszcze dwa lata temu pisało wyłącznie cyrylicą i nie rozumiało języka polskiego nie ma sensu.”

Zdjęcia z archiwum rozmówczyni

Ważą się losy jednej z najbardziej unikalnych placówek edukacyjnych  w  Polsce. Szkoła w Berezówce to jedyna placówka w kraju, gdzie w szkolnych ławkach obok  polskich uczniów zasiadają dzieci uchodźców z Czeczenii.

Do placówki uczęszcza 70 dzieci. 21 z nich do młodzież polska, a 49 to dzieci z ośrodka dla cudzoziemców w Horbowie. W miejsce jednego z budynków po szkole podstawowej ma powstać świetlica wiejska dla mieszkańców, w drugim dzienny dom pobytu dla seniorów.

Marina Hulia jest wolontariuszką, która prowadziła zajęcia dla dzieci uchodźców z Czeczeni koczujących na dworcu w Brześciu, a także współautorką książki pt. „Dzieci z Dworca Brześć”. Pedagożka przekonuje, by zamiast likwidować szkołę podstawową w Berezówce i zastępować ją dziennym domem pobytu dla seniorów wykorzystać  drzemiący w dzieciach potencjał dobra i szacunku dla starszych. Dzieci ze szkoły w Berezówce mogą odwiedzać seniorów i zaopiekować się polskimi staruszkami. 

Maciej Ostrowski: Pamięta Pani pierwsze spotkanie dwóch kultur? Kiedy pojawił się pomysł integrowania dzieci polskich i czeczeńskich w szkole w Berezówce?

Marina Hulia: W Berezówce unika się słowa „asymilacja”. Sugeruje ono odzieranie uczniów z  tożsamości kulturowej. Dlatego zastępujemy te urzędowe terminy ludzkimi, dziecięcymi pojęciami, które są wieczne i wartościowe. Mówimy o przyjaźni, ciekawości drugiego człowieka, inności, która jest pociągająca przez to, że jest ciekawa  Prawdziwa integracja oznacza bycie sobą, dzielenie się swoją kulturą oraz czerpanie pełnymi garściami z przyjmującego nas kraju. Dzieci poznają się wzajemnie przez wspólną naukę i zabawę. Nie staramy się robić z małych Czeczenów Polaków, gdyż nie ma takiej potrzeby. Istnieje za to potrzeba wzajemnego poznania się, które rodzi przyjaźń.

Trzy lata temu po kilkunastu próbach przekroczenia polskiej granicy dzieci koczujące na białoruskim dworcu kolejowym w Brześciu przedostały się na teren naszego kraju. Uciekający przed przemocą trafili do ośrodka dla uchodźców w Horbowie. Dzieci zaczęły uczęszczać do szkoły w Berezówce. O szkole usłyszałam od czeczeńskich dzieci, które kiedyś były moimi podopiecznymi.

Na dworcu w Brześciu uczyłam swoich uczniów radości i optymizmu. Wpajałam im, że to nie miejsce rządzi człowiekiem, a człowiek miejscem. Nawet dworzec może się stać kolorowy, przyjazny i przytulny, jeśli go takim uczynimy swoim śpiewem, tańcami i uśmiechem. Moi dawni podopieczni powiedzieli mi, że bardzo lubią chodzić do swojej nowej szkoły. Cieszyli się, że jest ona ciepła i przyjazna, a do nauczycielki można się przytulić, wypłakać się, podzielić się swoją radością i swoimi smutkami. Mówili, że szkoła stała się dla nich jak rodzina.

Wspomniała Pani o dziecięcej fascynacji pozbawionej uprzedzeń charakterystycznych dla świata dorosłych. Co najbardziej fascynowało dzieci polskie i czeczeńskie podczas nawiązywania wzajemnych kontaktów?

Szkoła wychodzi z bardzo mądrego założenia, że dzieci czeczeńskie trzeba zafascynować polską kulturą, a dzieci polskie nauczyć doceniania kultury ich rówieśników zza dalekiego Kaukazu. W Berezówce realizowana jest podstawa programowa, gdzie mali uczniowie poznają polskie pieśni patriotyczne. Śpiewają płynnie Pierwszą Brygadę i znają wiele innych polskich wierszy i pieśni. W Berezówce regularnie organizowany jest tzw. dzień rodziny. Tego dnia szkołę odwiedzają rodziny polskie i czeczeńskie. Polacy i Czeczeni częstują się wzajemnie swoimi potrawami narodowymi, uczą się nazw dań, prezentują swoje tańce i pieśni. Poznanie innego opiera się na tym, co ciekawi zarówno dorosłych, jak i dzieci. Smaki charakteryzujące kuchnię czeczeńską są zupełnie inne niż te, którymi na co dzień delektujemy się przy polskim stole.

Już film Uczta Babette w reżyserii Gabriela Axela udowadnia, że wspólne biesiadowanie  ma  moc godzenia ludzi na co dzień zwaśnionych. Tę samą siłę ma kultura. Mali Czeczeni chętnie bawią się w rytmie tradycyjnych polskich tańców. Do dźwięków czeczeńskiej muzyki tańczą wspólnie dzieci polskie i czeczeńskie. Podczas dni rodzin dzieci nie są dzielone na polskie i czeczeńskie. Ważne jest, by uczniowie dobrze się bawili. Nie dostosowujemy dzieci do z góry narzuconej metody nauczania i podstawy programowej. To metoda musi zostać dostosowana indywidualnie do każdego dziecka. Podopiecznym poświęca się tyle uwagi, ile potrzebują.

Zarówno dla dzieci polskich, jak i ich czeczeńskich rówieśników najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Dla czeczeńskich dzieci szkoła jest bezpiecznym azylem, a często nawet kryjówką. Pamiętajmy, że ośrodek dla uchodźców w Horbowie jest miejscem dość nieprzyjaznym i odizolowanym. Ośrodek czasowego pobytu uchodźców zbudowano pośrodku niczego. Sąsiaduje jedynie z polami uprawnymi, fabryką mięsa, ruchliwą szosą, stacją paliw. Dla dzieci z ośrodka w kolonii Horbów szkoła jest  jedyną atrakcją, jedynym kolorowym miejscem. Polskie dzieci są ich jedynymi przyjaciółmi. Polskie i czeczeńskie rodziny utrzymują bardzo przyjacielskie stosunki. Następuje nawet wymiana językowa.

Każde moje spotkanie z czeczeńskimi dziećmi z koloni w Horbowie to opowieści o szkole. Dzieci pokazują swoje rysunki, śpiewają polskie piosenki. Opowieści były tak barwne i wspaniałe, że  w pierwszej kolejności to właśnie rodzice dzieci, a nie nauczyciele, czy dyrekcja  poprosili mnie o ratowanie tej niezwykłej placówki. W czasach, gdy sama byłam dzieckiem czekałam na wakacje, by móc pojechać na Krym. Czeczeńskie dzieci nie mają gdzie spędzać ferii i wakacji. Szkoła jest dla nich wszystkim, bo poza nią niewiele mają.

Czego Polacy i Czeczeni mogą się wzajemnie od siebie nauczyć?

Możemy nauczyć się nie bać. Strach zwykle wynika z niewiedzy. Ludzie boją się tych, o których niewiele wiedzą. Dorośli Polacy boją się brodatych mężczyzn o śniadej skórze. Polki obawiają się czeczeńskich kobiet w długich spódnicach i chustach na głowie.  Zachowanie dzieci bazuje na postawach wyuczonych w rodzinnym domu. Dlatego inność czasem kojarzy im się z obcością i wrogością.

Mała szkoła w Berezówce, gdzie każdy może być sobą i każdy jest zauważany i doceniany jest bezcenna. Tylko w takim miejscu możemy się poznać i przestać się siebie bać. Możemy zawierać przyjaźnie oparte na poznaniu. Uczymy dzieci poprzez zaspokajanie ich ciekawości. Skoro ich koledzy ze szkolnej ławki mówią w dziwnym języku, to może warto byłoby nauczyć się kilku podstawowych słów z języka kolegi z klasy? W Polsce mamy piękne Tatry, a w Czeczeni majestatyczny Kaukaz. To mógłby być początek uprzejmej i ciepłej rozmowy o tym, co nas łączy. 

Polscy rodzice powinni poznać wielodzietne rodziny czeczeńskie. Wiele czeczeńskich matek samotnie wychowuje siedmioro i więcej dzieci. Ich dzieci są grzeczne, ciekawe świata i cudowne. Trzynastoletnie dziewczynki potrafią ugotować proste potrawy. Nie robią tego z przymusu. Gotowania uczą ich matki. Nauka gotowania to cudowne chwile spędzone z matką. Natomiast czeczeńskie rodziny mogą się od nas nauczyć wspólnej zabawy.

W czeczeńskiej tradycji nie ma kultury bawienia się z dzieckiem, wspólnego grania w gry planszowe, czy zręcznościowe. Jednak obecnie to się zmienia i w kolonii Horbów rodzice spędzają już czas ze swoimi maluchami grając w  dziecięce gry. Słychać radosne uśmiechy malców. Takie doświadczenia mogą wywrzeć pozytywny wpływ na psychikę dorastającego dziecka.

Podczas kampanii wyborczych w Polsce często powraca temat uchodźców z krajów muzułmańskich, np. takich, jak Czeczenia. Dla ludzi, którzy myślą stereotypami, Berezówka jest solą w oku. Co zadecydowało o tym, że szkoła w Berezówce stała się wzorem w dziedzinie włączania ludzi z bardzo odległych kultur do naszego społeczeństwa?

Ludzkie, a nie polityczne podejście do sprawy. Razem z dyrektorką szkoły w Berezówce postanowiliśmy, że nie chcemy poparcia ze strony któregoś ze sztabów wyborczych. Do szkoły w Berezówce nie można wpuszczać polityki. To miejsce, w którym nie może być dzielenia na „swoich” i „nie naszych”. Tam każde dziecko traktuje się po ludzku z uwzględnieniem jego kulturowych osobliwości i „poparzeń przez los”. Dzieci dużo przeszły. Często mają zespół stresu pourazowego. Na własne oczy widziały rzeczy, których nikt nie powinien oglądać.

Szkoła jest niewielka, co bardzo pomaga w pracy z dziećmi. Dzięki temu każdemu dziecku można poświęcić tyle uwagi, ile jest potrzebne, by wyszło ze stresowej sytuacji strasznych przeżyć i tułaczki na dworcu w Brześciu. Dla dzieci i ich rodziców niesłychanie stresujące jest również przerzucanie z ośrodka do ośrodka oraz ogromna ilość procedur administracyjnych. Szkoła  jest miejscem, w którym mali uchodźcy mogą być po prostu dziećmi. Nie patrzymy na dzieci przez pryzmat statystyk. Cieszymy się, gdy czeczeńska dziewczynka, która przebywa w Polsce zaledwie od dwóch lat zdała egzamin ósmoklasisty.

Nie możemy ujednolicać dzieci. Porównywanie dziecka, które miało wspaniałe dzieciństwo i chodziło od pierwszej klasy do polskiej szkoły z zagubionym dzieckiem czeczeńskim, które jeszcze dwa lata temu pisało wyłącznie cyrylicą i nie rozumiało języka polskiego nie ma sensu.

Z czasów, gdy pracowałam w Ministerstwie Edukacji Narodowej zapamiętałam, że w wielu polskich szkołach nie było pozytywnego podejścia do dzieci. W jednej z placówek nauczycielka języka polskiego odmówiła pracy z dziewczynką z Ukrainy, bo dziecko nie odróżniało deklinacji od koniugacji. Szkoła w Berezówce potrafiła po mistrzowsku dostrzec człowieka w każdym dziecku. Jeśli pedagog zamiast dziecka widzi deklinację, to cały jego wysiłek pójdzie na marne.

W polskiej prasie dyskusje na temat uchodźców zaczynają się od pytania: co nasz kraj mógłby dać uchodźcom. Ja zapytam w inny sposób: co obecność szkoły i czeczeńskich dzieci w Berezówce może dać lokalnej społeczności? Dlaczego zastąpienie szkoły wiejską świetlicą i dziennym domem pobytu seniorów byłoby stratą dla mieszkańców Berezówki?

Odpowiem nie hipotetycznie, ale bazując na własnym doświadczeniu. Wspólnie z moimi podopiecznymi, czeczeńskimi mamami i ich dziećmi od czterech lat opiekujemy się polskimi seniorami z domu starców w warszawskiej dzielnicy Radość. W tym domu pozostały już tylko babcie. Staruszkowie umarli. Starszych pań nikt nie odwiedza. Czekają na śmierć oglądając telewizor przez 24 godziny na dobę. Kobietom nie brakuje tam jedzenia, tylko bliskości.

Wspólnie z czeczeńskimi dziećmi i ich rodzicami  co dwa tygodnie odwiedzamy te staruszki. Czeczeńskie mamy gotują dla babć jedzenie, które ja żartobliwie nazywam „bezzębnym”. Dzieci karmią staruszki przy pomocy łyżeczki, by następnie wymasować starcze rączki kremami. Przemawiają do babć czule zapewniają je, że teraz skóra na rękach nie będzie już im pękać. Przynosimy również babciom skarpetki, które sami robimy na drutach, a także maskotki i biżuterię, którą sami wyrabiamy. Przytulamy nasze podopieczne, tańczymy dla nich i śpiewamy. Dla staruszków jesteśmy sensem życia. Mówią, że mają tylko nas.

Czeczeńskie dzieci i polscy seniorzy doskonale się dogadują. Dlatego zamiast zastępować szkołę w Berezówce domem starców możemy zorganizować świetlicę w bezpośrednim sąsiedztwie szkoły. Kultura czeczeńska jest oparta na szacunku do starości. W tym kraju nie ma domów starców. Bywa, że wojna zabiera całe rodziny. Wówczas każdy z sąsiadów będzie zaszczycony, jeśli starsza osoba, która nie ma już nikogo na tym świece zamieszka pod jego dachem.

Niestety w polskiej kulturze nie ma już tak silnych więzi międzypokoleniowych. Rzadko się zdarza, by polskie dziecko objęło zupełnie nieznaną babcię.  Berezówka może stać się szkołą miłości dla społeczności lokalnej. Czeczeńskie dzieci i matki już zadeklarowały, że będą bardzo chętnie odwiedzać polskich seniorów. Chcą dla nich gotować i wspólnie z nimi rysować. Wójt oraz społeczność lokalna mogą z powodzeniem wykorzystać ten olbrzymi potencjał miłości i zaangażowania.

Popularne

Do góry