Kultura

Reportaż: miasto które wyrzuciło polityków

Wyobrażacie sobie rzeczywistość bez Jarosława Kaczyńskiego, czy Donalda Trumpa. Na małą skalę z usług polityków zrezygnowali w małym meksykańskim miasteczku. Efekty? 

Photo: Shuterstock

Wyobrażacie sobie rzeczywistość bez Jarosława Kaczyńskiego, czy Donalda Trumpa. Na małą skalę z usług polityków zrezygnowali w małym meksykańskim miasteczku. Efekty? 

– Trudno wyobrazić sobie rzeczywistość bez polityków, prawda? – Enedino skubie wąsa. – Otwórz gazetę, włącz telewizor, są wszędzie, czasem mam wrażenie, że zaraz wyjdą z lodówki. Konserwatyści, lewicowcy, centryści. Próbują przemycić nam swoje poglądy. Ale, na cóż nam ideologie, gdy trzeba zbudować chodnik, albo wyremontować plac przed kościołem?

Wraz z politykami z meksykańskiego Cherán zniknęły plakaty wyborcze z fałszywymi uśmiechami, konszachty z narcotraficantes, kartelami narkotykowymi, lepkie ręce, obietnice bez pokrycia i intrygi. Wyborcze urny wylądowały na strychu dawnego urzędu miasta.

Wszystko zaczęło się w 2011 roku, gdy w okolicy zaczęli grasować nielegalni drwale na usługach kartelu narkotykowego, z który z wycinki okolicznych lasów zrobili intratny interes.

– Codziennie wyjeżdżało 50 ciężarówek załadowanych drewnem. Nie pomagały rozmowy ani groźby. Wkrótce w raz z drwalami pojawili się uzbrojeni mężczyźni. Stało się jasne, że to nowy biznes karteli, a ludzie z kałasznikowami to rodzaj ochrony – opowiada Celia Hurtado.

Ma 56 lat, nigdy nie miała męża, zawsze pracowała na roli. Właśnie leczy obojczyk. To właśnie ona, wraz z grupą koleżanek z kościoła, zaczęła rewolucje. Kobiety zaatakowały drwali ich ochroniarzy, kiedy w zaczęli im grozić. Potem przyłączyli się inni mieszkańcy i zaczęła się regularna bitwa.

Tamtą historię można prześledzić na muralach w Cherán, którymi upstrzone są ściany domów. Na murze z białych pustaków przed domem ktoś namalował żołnierza z podniesionymi rękami i napisem „Walczymy z korupcją”. Inny mural przedstawia koktajl Mołotowa, a obok są polityk, ścięte drzewa, symbol dolara i trupia czaszka. Wszystko dopełnia napis „Cherán nie daje się”.

Miejscowi politycy milczeli. A potem okazało się, że dali cichą zgodę na wycinkę i sami czerpali z niej korzyści. Policja? Macki kartelu też dotarły do ich kieszeni. Mieszkańcy Cherán poczuli się zdradzeni. I postanowili sami zarządzać miastem.

Wyrzucili polityków, policję, na drodze do miasteczka postawili posterunki. A potem wzięli do pomocy prawników. Meksyk, jako członek Międzynarodowej Organizacji Pracy, jest zobowiązany przestrzegać konwencji C169 o rdzennych i plemiennych ludach z 1989 roku. W krajach autochtonicznych ludność rdzenna ma prawo do samostanowienia.

Tak też było w przypadku Cherán.

– Powstał rząd według zastosowań i zwyczajów (tzw. „gobierno por usos y costumbres”). To oznacza, że dostaliśmy pełne prawo do budowy i realizacji administracji miejskiej według naszych zwyczajów – tłumaczy Enedino. – W mieście urządziliśmy wielką fiestę. Ludzie szaleli ze szczęścia.

W mieście powstało ponad 160 fogatas, rodzaju zgromadzeń sąsiedzkich obejmujących maksymalnie kilka ulic. Najbliżsi sąsiedzi wybierają przedstawicieli do rad w każdej z czterech dzielnic. Podobnie jest z członkami konkretnych komisji, które działają w obszarach transportu, gospodarki, turystyki, czy ochrony lasów. Mają niewielkie pensje, ale nie prowadzą kampanii wyborczych, nie muszą przekonywać sąsiadów do głosów. Każda dzielnica ma też po trzech reprezentantów w najwyższym organie, czyli radzie starszych. Ta sprawuje pieczę nad budżetem.

Zarządzanie miastem zorganizowane jest poprzez rady. Socjologowie nazywają to formą innowacyjnej demokracji lub formą postliberalnej demokracji wojennej. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który przychylił się do stanowiska miejscowych.

Kiedy przyjeżdżamy do Cherán w przede dniu trzeciej kadencji rady, miasto szykuje się do wielkiej imprezy.

– To prawda, o wiele łatwiej wyrzucić polityków z małego miasta niż z jakiegoś stanu czy kraju. Ale czemu nie zrobić eksperymentu? – podkreśla Enedion. – To, co robimy, z pewnością może służyć innym narodom. Być inspiracją.

Blog podróżniczy autorów: www.intoamericas.com/

Kliknij by skomentować

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply

Popularne

Do góry