Świat

Orban marzy o powrocie Wielkich Węgier. Serbia obawia się roszczeń terytorialnych

Czy i kiedy rząd w Belgradzie potępi roszczenia terytorialne ze strony Węgier?

fot. fb / victor orban official

Swoją sąsiedzką wizytę w Serbii premier Węgier Viktor Orban poprzedził prowokacją wobec sąsiadów publikując w mediach społecznościowych mapę tak zwanych „Wielkich Węgier” obejmujących terytoria nie tylko wszystkich współcześnie sąsiadujących z Węgrami państw, ale również Polski.

Oficjalna wizyta Orbana w Belgradzie nie byłaby niczym wyjątkowym. Lidera prawicowego Fideszu łączą wszak dobre relacje i wspólnota interesów z prezydentem Serbii Aleksandrem Vučiciem. Jednak dobry nastrój obu grających na nacjonalistycznej nucie polityków kontrastuje z oburzeniem, jakie zarówno wśród Serbów, jak i wśród wszystkich innych sąsiadów Węgier wzbudziło otwarte propagowanie przez węgierskiego szefa rządu nacjonalistycznej idei „Wielkich Węgier” rozrośniętych kosztem między innymi Serbii.

Mapa “Wielkich Węgier”, którą Viktor Orban opublikował na swoim oficjalnym profilu.

Serbskie media, takie jak opozycyjny dziennik „Danas” poświęcają temu tematowi dużo miejsca. W Wojwodinie, przygranicznym regionie Serbii, który w przeszłości wchodził w skład Węgier i tym samym znalazł się na mapie opublikowanej przez Orbana, aktywność węgierskiego premiera w mediach społecznościowych wzbudziła niepokój. W regionie tym wciąż żywa jest pamięć o węgierskiej okupacji z czasów II Wojny Światowej oraz o towarzyszącym jej terrorze i zbrodniach dokonywanych przez ówczesnych sojuszników nazistowskich Niemiec. Serbska opozycja oraz organizacje pozarządowe wytykają Vučiciowi brak stanowczej reakcji. Stowarzyszenie Vojvođanski klub bez skutku pytało,

„(…) czy i kiedy autokratyczny reżim w Belgradzie potępi nieodpowiedzialne roszczenia terytorialne i zagrożenie dla pokoju oraz stabilności w regionie ze strony skrajnie prawicowego Fideszu?”

Posłanka opozycyjnej Partii Demokratycznej Aleksandra Jerkov również zwróciła uwagę, że mapa Węgier według Orbana obejmuje całą Wojwodinę, a także terytoria innych państw, których władze w przeciwieństwie do rządzących Serbią zareagowały w sposób adekwatny. Tak, jak na przykład prezydent Chorwacji Zoran Milanović. Wywodzący się z Socjaldemokratycznej Partii Chorwacji Milanović wezwał Orbana do zaprzestania publikacji tego typu treści zwracając uwagę, że w zasobach wielu europejskich państw znajdują się podobne mapy ukazujące ich granice w znacznie większych rozmiarach, ale nikt nie ucieka się do podobnych prowokacji, gdyż historyczne granice nie są osiągalne, a jedynie drażnią sąsiadów.

Przywódcy zarówno Węgier, jak i Serbii są krytykowani w swoich krajach zarówno za autokratyczny styl rządów, jak i za podgrzewanie napięć etnicznych w regionie. Viktor Orban od lat powtarza, że:

„Węgry wszędzie sąsiadują same ze sobą”

nawiązując do utraty po I Wojnie Światowej należących do historycznego Królestwa Węgier terytoriów na rzecz Rumunii, Czechosłowacji, Królestwa SHS (późniejszej Jugosławii), Austrii, a także Polski. Stało się tak na mocy postanowień Traktatu w Trianon, który w prawicowej polityce historycznej uprawianej przez węgierskie władze stanowi nadal po stu latach uosobienie niesprawiedliwości i krzywdy wyrządzonej całemu narodowi.

Orban konsekwentnie gra kartą węgierskich mniejszości narodowych w różnych krajach dążąc do budowania pozycji w regionie kosztem innych państw. Przykładem takiej polityki była między innymi czyniona w porozumieniu z Kremlem destabilizacja sytuacji politycznej na Ukrainie w trakcie wojny z siłami rosyjskimi poprzez pobudzanie separatystycznych nastrojów ludności węgierskiej żyjącej w południowo – zachodniej części kraju (na ziemiach, które wcześniej, po Traktacie w Trianon przypadły Czechosłowacji). Opublikowane przez węgierskiego szefa rządu zdjęcie globusa z rozrośniętymi kosztem innych państw Węgrami jest kolejną odsłoną tej prowadzonej w sporej części również na użytek wewnętrzny polityki.

Prezydent Vučić z kolei polityczną aktywność rozpoczynał od sławetnej zadymy na meczu Dinama Zagrzeb z Crveną Zvezdą Belgrad w 1990 roku przyjętej za symboliczny początek wojny domowej w byłej Jugosławii. Rozwijał skrzydła u lidera Serbskiej Partii Radykalnej Vojislava Šešelja skazanego za zbrodnie przeciwko ludzkości by następnie zostać ministrem informacji w czasach nacjonalistycznego reżimu prezydenta Slobodana Miloševića pełniąc tę funkcję w czasie agresji NATO na Jugosławię w 1999 roku.

Vučić jest jednak politykiem zdecydowanie pragmatycznym. Jako lider centroprawicowej Serbskiej Partii Postępowej konsekwentnie dąży do integracji z Unią Europejską. Z jednej strony wspiera władze autonomicznej Republiki Serbskiej w sąsiedniej Bośni i Hercegowinie, konsekwentnie upomina się o ochronę praw mniejszości serbskiej w Kosowie. Przy tym, oficjalnie odmawia uznania niepodległości tego państwa powstałego z odłączenia się okręgu autonomicznego od Serbii po wojnie domowej.

Z drugiej zaś strony dąży do unormowania stosunków z Kosowem wiedząc, że ten zamrożony konflikt stanowi przeszkodę w eurointegracji. Balansuje pomiędzy geopolitycznymi i gospodarczymi wpływami Rosji, a dobrymi relacjami z państwami Europy Zachodniej. Próbuje w ten sposób dywersyfikować środki pozyskiwane na modernizację kraju. W bliskich relacjach z Viktorem Orbanem upatruje szansy na uzyskanie regionalnego, sojusznika w negocjacjach z Unią Europejską, który pomimo złej prasy stoi przecież na czele państwa członkowskiego Wspólnoty.

“Z całej siły przeciwko korupcji”. Billboard wyborczy Aleksandra Vučicia.

Nie powinno zatem dziwić, że w trakcie oficjalnych wystąpień przy okazji wizyty Orbana w Belgradzie temat prowokacji z mapą „Wielkich Węgier” i związanej z nią obaw obywateli i obywatelek Serbii nie padł.

Dużo natomiast było ze strony Vučicia na temat „bezpodstawnych oskarżeń” wobec Orbana ze strony UE o niedemokratyczne poszerzanie władzy pod pozorem walki z pandemią koronawirusa, o tym, że nie powie niczego złego o swoim węgierskim partnerze tylko po to by “zadowolić europejskie środowiska lewicowe i liberalne”.

Orban za to miał okazję skrytykować brak jednolitej unijnej polityki zdrowotnej, w czym nie przeszkadzał mu fakt, że sam jest zwolennikiem jak najszerszych kompetencji na wyłączność państw narodowych. Pochwalił Chiny za transporty z pomocą ukazując je jako przeciwwagę dla jego zdaniem nieefektywnej Unii. Jednocześnie zwrócił uwagę, że to bardziej UE potrzebuje Serbii niż odwrotnie. Vučicić odwdzięczył się wyznaniem, że zawsze kibicuje Węgrom w waterpolo. No chyba, że grają przeciwko Serbii.

Opozycyjna posłanka Aleksandra Jerkov gorzko stwierdziła, że władze Serbii unikają trudnej kwestii nacjonalistycznej prowokacji ze strony Orbana, gdyż mają z węgierskim szefem rządu dużo wspólnych spraw do omówienia:

“(…) od zniesienia praw człowieka i zamknięcia mediów po nadużywanie stanu wyjątkowego podczas pandemii w celu umocnienia władzy i uzurpowania sobie kompetencji, które do nich nie należą”

– grzmiała deputowana do serbskiej Skupsztiny z ramienia Partii Demokratycznej.

Czy z podobnych powodów na prowokację węgierskiego premiera nie zareagowali rządzący Polską, o której terytorium mapa Orbana także zahacza?

Popularne

Do góry